Automb – “Esoterica”(2018)

Pisząc te słowa, patrzę na leżące tu i ówdzie fragmenty ciała oraz rozrzucone cząstki uzębienia. Tak, to wszystko moje. W takim stanie zostawił mnie debiutancki krążek black metalowej formacji Automb. Niby nie jest to nic wyjątkowego, w końcu to nie jest pierwszy raz, kiedy jakiś album wgniata moją szczękę w podłogę. Tym razem jednak mam wcale nie takie małe wątpliwości dotyczące zdolności regeneracyjnych mojego ciała. Po załodze z dosyć sporym doświadczeniem (Serge Streltsov grał w Necrophagii, a Scotta Fullera można usłyszeć w Havok, Abysmal Dawn czy na Kingdoms Disdained od Morbid Angel) spodziewałem się wprawdzie wiele, ale jednak doszczętne zniszczenie mnie przez Esotericę było dla mnie dużą niespodzianką.

Mimo wszystko nie do końca mogę powiedzieć, jakobym został przez ten materiał wzięty z zaskoczenia. Będący pierwszym właściwym utworem Horned God to utrzymany w średnim tempie walec, którego refren rozgrzałby każdą publiczność, utwór od razu pokazujący, jak dużymi możliwościami dysponuje Automb – zarówno kompozycyjnymi, jak i instrumentalnymi oraz wokalnymi (brawa dla udzielającej swoich strun głosowych Danielle Evans, tak mocnych wokali nie potrafiłby dostarczyć niejeden facet). Następujące po nim trzy utwory to już bardziej standardowy black metal utrzymany na solidnym poziomie i niezbyt wyróżniający się z tłumu – mimo że kawałki są dobre (w szczególności odrobinę thrashowy Summoning The Storm), to przyznam szczerze, że gdy za moją głową wybrzmiewał Call of Hekate, po cichu myślałem, że mimo wszystko z tej dużej chmury spadnie mały deszcz. O jakże przeokrutnie się myliłem!

To, co dzieje się na tym krążku od pierwszych sekund Blood Moon to po prostu poezja. Klimat wprost wylewa się z głośników, zespół sprawnie żongluje tempami (szybki i wściekły The Forest, po którym następuje krótki przerywnik, a następnie wolny i epicki Frozen), zespół sypie znakomitymi riffami jak z rękawa, a w wieńczącym Esotericę Into Nothingness pojawiają się nawet death metalowe zagrywki. Furia w idealnych proporcjach miesza się tu z melodią, wokale Evans zachwycają, a zespół atakuje na różne sposoby – to zwalniając i dając słuchaczowi moment wytchnienia, racząc go jakąś zgrabną solówką, to bez litości katując swoje instrumenty w piorunującym tempie. Jak już wspomniałem, po odsłuchaniu tego krążka nie zostało ze mnie zbyt wiele – nie przeszkodziło mi to jednak w dokonywaniu niezliczonych powtórek odsłuchu.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to byłaby to produkcja. Wprawdzie materiał jest nagrany czytelnie i od brzmieniowego przeciętniactwa oddziela go kilka lat świetlnych, jednak w brzmieniu Esoterice brakuje jakiegoś takiego… mięsa. Choć trudno mi to sobie wyobrazić, to ten krążek mógłby być jeszcze lepszy, gdyby po prostu brzmiał trochę bardziej mocarnie. Trzeba jednak powiedzieć, że takie brzmienie dodaje krążkowi swoistej naturalności, a przecież właśnie o to a nie o sterylność w black metalu chodzi, prawda?

Nie można jednak mieć wszystkiego czyż nie? A w przypadku debiutu Automb dostajemy naprawdę dużo, bo Esoterica to rewelacyjny kawał blackowego grania z klimatem i polotem. Chociaż można znaleźć tu aspekty do poprawy, to całość i tak po prostu zwala z nóg. Z niecierpliwością czekam na krążek numer dwa – jeśli zespół utrzyma formę, to prawdopodobnie weźmie blackową scenę szturmem.

 

Ocena: 9/10

Automb na Facebooku

 

 

Łukasz W.

Tagi: , , , , , , .