DIO – “Killing The Dragon” (2002/2020)

Killing the Dragon to album daleki od modnych trendów, które opanowały muzykę rockową i metalową A.D. 2002. I to właśnie jego siła, bo nowości z tamtych lat często okrutnie się zestarzały, a dziesiąty album formacji DIO pozostaje dowodem atrakcyjności klasycznej formuły hard rockowej i heavy metalowej.

Magica, poprzedni krążek formacji, prezentował zdecydowanie bardziej progresywne podejście. Na Killing the Dragon orkiestrowa i klawiszowa ornamentyka została zminimalizowana, a aranżacje uproszczone, choć nie brakuje tu epickiego rozmachu. Siła i moc tych numerów tkwi jednak przede wszystkim w szlachetnej prostocie. Większość z zawartych na albumie piosenek to naturalni pretendenci do miana hard rockowego hitu. I choć w 2002 kawałki te nie mogły szturmować pierwszych miejsc rockowych list przebojów, to kilkanaście lat wcześniej, pewnie miałyby na to szansę. Choć należy pamiętać, że niemałym powodzeniem cieszył się teledysk do rzeczywiście hiciarskiego, utrzymanego w duchu lat 80. Push, z gościnnym udziałem kawalarzy z Tenacious D.

A zatem nośnym riffem, porządną solówką i jak zawsze doskonałym, pełnym zaangażowania wokalem numery te stoją. Tytułowe Killing The Dragon (z krótkim, klimatycznym preludium) ukazuje już na wstępie siłę pozornie staroświeckiego, ale witalnego podejścia, które sprawdza się jak spisana przed wiekami magiczna receptura. A przecież mamy tu więcej na to przykładów, ze Scream czy Guilty na czele. Większość numerów po prostu sprawnie wykorzystuje sprawdzone patenty. Brak tu zaskoczeń, ale za to nie ma choćby jednego słabego numeru.

Bardzo rockandrollowo wypadają Better In the Dark i Before the Fall. W tym drugim dostajemy znakomite solo na organach od gościnnie tym razem zaproszonego Scotta Warrena – w sam raz na zlot spragnionych piwa i heavy metalu motocyklistów. Epicko brzmi Rock & Roll, łącząc momenty balladowe, z mocniejszymi gitarami, delikatnym klawiszowym tłem, niespiesznym, dziarsko akcentowanym przez sekcję rytmem i doskonałym do chóralnego śpiewania refrenem. Solówki skrzą się na płycie jak skarby skryte w smoczej jaskini – cudownie nam choćby odpływa Throw Away Children przy dźwiękach gitary (i nawet dziecięcy chór tak bardzo nie drażni). Teksty na płycie z kolei pod pozorem tematyki fantasy, niosą ze sobą całkiem aktualne i ważkie treści, co tworzy mocną, zwartą całość.

Tym razem dysk bonusowy prezentuje się mniej okazale, by nie powiedzieć dość ubogo. Mamy jedynie sześć numerów koncertowych z trasy Killing In the Dragon Tour z lat 2002-2003. Piosenki te brzmią dość naturalnie, niedoskonale, czuć, że nie wygładzono ich nadmiernie w studio. Dla jednych to będzie atut, niektórzy być może będą woleli bardziej uładzone wersje live. Tak czy siak pozostaje jednak niedosyt (jakość nie zawsze może zastąpić ilość).

Gorzej, że oryginalna grafika z okładki (czyli ta wklejona w recenzji) została zastąpiona przez nową. Nie wiem, czy decydowały jakieś kwestie prawne, ale przecież autorem uwspółcześnionej wersji jest w końcu sam Marc Sasso, który wykonał również ten pierwotny art, widniejący zresztą we wnętrzu książeczki. Nie to, że nowa okładka jest zła – wcześniejsza była po prostu lepsza. A poza tym oprawa graficzna to część integralna dzieła i jej zmiana w sytuacji, gdy sam Ronnie James Dio nie może zaakceptować projektu, jest dość kontrowersyjna. Ale może to ja, jako wzrokowiec, przesadzam. W końcu najbardziej liczy się muzyka, a ta jest z wysokiej hardrockowej półki.

ocena: 8/10
dodatki: 6/10

CD 1:
1. Killing The Dragon
2. Along Comes A Spider
3. Scream
4. Better In The Dark
5. Rock and Roll
6. Push
7. Guilty
8. Throw Away Children
9. Before The Fall
10. Cold Feet

Bonus CD:
1. Holy Diver
2. Heaven and Hell
3. Rock and Roll
4. I Speed At Night
5. Killing The Dragon
6. Stand Up And Shout

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .