Essenz – “Manes Impetus” (2018)

Muzycy z kapeli Essenz kazali czekać na swoją nową płytę kilka lat, ale efekt finalny wynagrodzi fanom ten czas. Ja z kolei, nie znając wcześniej twórczości berlińczyków, dzięki Manes Impetus dołączam do grona ich wyznawców, być może jeszcze nie szerokiego, ale jak mniemam pełnego oddania. Recenzowany album to rzadki przypadek dzieła kompletnego, ukształtowanego bezbłędnie, z diabelską precyzją, gdzie każdy składnik magicznej mikstury został precyzyjnie odmierzony, a bluźniercze inkantacje w studio wypowiedziane z pietyzmem i bezczelnością zarazem. Manes Impetus jest wędrówką po świecie chaosu i mroku, która gwarantuje namacalny kontakt ze złem.

Nie rozstrzygałbym, jakie muzyczne etykietki przypiąć tej dźwiękowej rebelii, bo elementy black, death i doom metalu, okraszone także i innymi, ale stosowanymi z umiarem wtrętami, łączą się tutaj w doskonały sposób, dzięki czemu nie mam w żadnym momencie wrażenia, że coś do siebie nie pasuje, zostało niechlujnie przyklejone czy dodane na siłę. Zdarza się, że niektóre kapele stojąc w rozkroku pomiędzy różnymi stylami, chwieją się nieco i tracą impet. Z Essenz sprawy mają się zgoła odmiennie – Manes Impetus to muzyczne malowidło, od początku do końca rozrysowane przez rękę oddanego okultystycznym arkanom mistrza.

Bez względu na to, czy Essenz rozwija majestatyczne, blackowe skrzydła mroku (początek Peeled & Released i Unfolding Death), prezentuje klasyczny death metalowy riff w średnim tempie (doskonały finał w postaci Ecstatic Sleep), albo też doomowe, przytłaczające zwolnienia (fragmenty Amortal Abstract i Randlos Gebein), to przykuwa uwagę i budzi niezdrowe pożądanie za krainami poddanymi władzy piekieł. Zresztą większość kompozycji zawartych na płycie Essenz zgrabnie łączy w sobie ekstremalne muzyczne światy, jednocześnie wyciągając mroczny ekstrakt, który pozwala mówić o albumie niezwykle spójnym. Osobny rozdział stanowi tutaj jedynie długi, bliższy dark ambientowej estetyce, instrumentalny Sermon to the Ghosts – ale i ta oniryczna propozycja doskonale wkomponowuje się w wizję całości, nie odstając od konceptu. Choć muszę zaznaczyć, że w innych utworach również tu i ówdzie pojawiają się oszczędne klimatyczne wstawki.

Na Manes Impetus znajdziecie nawiązania do spuścizn starych mistrzów death metalu, złowieszczość typową dla dziewiczej norweskiej sceny, przytłaczające pejzaże bliskie brytyjskiej szkole death/doomowej z początku lat 90., a także coś ponad to. Słuchałem płyty Niemców w mglisty poranek, słoneczne popołudnie, wieczorową i nocną porą, za każdym razem wychodząc z konfrontacji z kompozycjami Essenz poruszony mistyczną i złowieszczą energią, jakie te dźwięki generują. Kawałki kapeli to dowód na to, że opowiadając się zdecydowanie po stronie undergroundu (nie ma tu żadnych ozdobników i mrugnięć w kierunku mainstreamu), będąc wiernym brutalnym i mrocznym wzorcom, można stworzyć coś szlachetnie klasycznego, ale zarazem kuszącego witalną siłą.

Manes Impetus śmiało umieściłem na półce z nagraniami największych tuzów black i death metalu. Das Meisterwerk!

ocena: 9,5/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Paweł Lach

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru, a poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Latest posts by Paweł Lach (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , .