Ivar Bjørnson & Einar Selvik – “Hugsjá” (2018)

Norweski duet Ivar Bjørnson & Einar Selvik to klasa sama w sobie. Obaj muzycy to doświadczeni multiinstrumentaliści, a choć początków ich twórczych ścieżek należy szukać w black metalu, to właśnie tradycyjna muzyka folkowa i odwołania do historii Skandynawii doprowadziły obu Panów do współpracy, która zdążyła zaowocować dwoma studyjnymi albumami – wydanym w 2016 roku Skuggsjá – A Piece for Mind & Mirror, a także zeszłorocznym Hugsjá.

Bjørnson kojarzony jest przede wszystkim z formacją Enslaved, której jest założycielem. Z kolei Selvik, znany również jako Kvitrafn, dawny bębniarz Gorgoroth, przede wszystkim odpowiedzialny jest za odnoszący sukcesy na arenie międzynarodowej projekt Wardruna. Nie bez powodu przytaczam tu black metalowe formacje, gdyż pośrednio inspiracje tym gatunkiem są również obecne w twórczości duetu. Początkowo projekt miał być jednorazowym występem w celu uświetnienia dwusetnej rocznicy ustanowienia norweskiej konstytucji. Skuggsjá była projektem, w którym występowali muzycy zarówno Wardruny, jak i Enslaved. Nieco inaczej rzecz ma się w przypadku Hugsjá, gdzie zabrakło współpracowników Selvika. Zmieniony skład owocuje inną formą muzyki duetu – w porównaniu do poprzedniej płyty, Hugsjá znacznie silniej osadzona jest w pogańskiej tradycji.

Do rzeczy. Na krążku znajduje się jedenaście kompozycji, które razem składają się na nieco ponad godzinę materiału. Jest to podróż przez chłodne i mroczne rejony folku, iście magiczna i niezwykła przygoda. Rozpoczynają ją trąby, które przywodzą na myśl początek płyty Runaljod – Ragnarok z repertuaru Wardruny. Dalej jest bardzo klimatycznie, a mistrzowski kunszt duetu udowadnia, że nordycki folk jest wyjątkowo przyjemny w odbiorze, szczególnie gdy pozbawiony jest przesadnych podniosłych elementów, które często spotyka się w muzyce zespołów łączących muzykę tradycyjną z metalem. Na tym krążku tego drugiego składnika jest zdecydowanie mniej. Współczesne inspiracje przewijają się co prawda raz po raz, mamy tu do czynienia z zestawem perkusyjnym, którego bardziej nowoczesne brzmienie tworzy ciekawy podkład pod tradycyjne instrumenty ludowe. Szczęśliwie jednak na Hugsjá nie usłyszymy przesterowanych gitar, a raczej akustyczne melodie, jak chociażby w pięknym utworze o tytule Ni døtre av Hav. Współistnienie dwóch światów na tym albumie staje się naturalne, jakby koegzystencja elektroniki i tagelharpy była czymś oczywistym. Bębny dodają całości interesującej rytmiki, której nie udałoby się osiągnąć poprzez zastosowanie klasycznych instrumentów perkusyjnych.

W połowie albumu muzycy pozwolili sobie na najbardziej oderwany od muzyki tradycyjnej numer. Nattseglar wyróżnia się ciekawym brzmieniem elektroniki, black metalowym feelingiem, który buduje perkusja, a także wokalami przepuszczonymi przez filtr. Słychać również “współczesną” gitarę elektryczną, aczkolwiek delikatny riff na niej wygrywany nie stanowi dominanty kompozycyjnej tego utworu. Tym niemniej, jest to najbardziej dynamiczny fragment albumu, dość odważny, ale niezwykle udany. Gitara pojawia się również w kolejnym utworze, Nytt Land, lecz znów nie wychodzi na pierwszy plan, a raczej tworzy tło wraz z basem. Muzykom udaje się zachować klasyczne brzmienie utworów, w których forpocztą pozostaje śpiew i tradycyjne instrumenty. Nordvegen w całości opiera się na dynamicznej gitarze akustycznej, która przypomina mi nieco folkowe aranżacje Jimmy’ego Page’a, szczególnie z trzeciej studyjnej płyty Led Zeppelin. Bliżej ku końcowi płyty znaleźć można również bardziej wesołą melodię w postaci Oska, jedynej kompozycji, która pozbawiona jest skomplikowanego tekstu. Cały arsenał instrumentów, które cudownie ze sobą korelują, tworzy wspaniały mikroklimat. Płytę zamyka Um Heilage Fjell, spokojna i majestatyczna kompozycja z wykorzystaniem chóru, która stanowi delikatne zamknięcie tego rozdziału twórczości duetu Ivar Bjørnson & Einar Selvik.

Co mnie urzekło w drugim studyjnym albumie tego projektu to fakt, że w porównaniu do Skuggsjá zabrakło tu mocniejszych inspiracji black metalem (odsyłam chociażby do utworu Makta og vanæra, for all tid). Pierwsza płyta obfitowała też w mroczne narracje i wielogłosowe wokalizy, te z kolei byłyby ciekawym urozmaiceniem na Hugsjá. Ostatecznie jednak powściągliwość w odwołaniach do metalu wypada na korzyść tego krążka. Współpracę Ivara i Einara należy postrzegać jako osobne koncepty muzyczne, zatem jeśli w przyszłości pojawi się trzecia płyta tego duetu, można się spodziewać kolejnych zmian w aranżacjach i składzie projektu. Jedno jest pewne, cokolwiek ta dwójka sygnuje swoimi nazwiskami – musi być udanym pomysłem. Nie inaczej jest i tym razem, gdyż Hugsjá to album, do którego wraca się równie chętnie, co do wspomnianej na początku Wardruny. Jeśli fascynują Was folkowe rytmy ze Skandynawii, koniecznie musicie dać szansę temu albumowi. Jak dla mnie, ta płyta to strzał w dziesiątkę.

Ocena: 10/10

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , , , , , .