Protestera – “Pengarna Eller Livet” (2017)

Nigdy wcześniej o zespole Protestera nie słyszałem. Niewiele też informacji znalazłem o nich w internecie, wybaczcie więc ewentualne pomyłki i braki w tekście, choć nie sądzę, by były specjalnie znaczące. Wystarczy się orientować, że kapela jest szwedzka, crust punkowa i ma za sobą kilka/-naście wydawnictw (chociażby split z polską MassMilicją), i już mniej-więcej wiecie, na czym stoimy. 

Ubiegłoroczna Pengarna Eller Livet zawiera jedenaście numerów trwających około pół godziny, i została wydana przez Halvfabrikat Records. Spodziewałem się, że muzyka Szwedów będzie podobna do Skitsystem. Okazało się jednak, że Protestera gra mniej chaotycznie i agresywnie. I bardzo dobrze, dzięki temu płyty słucha się lekko i całkiem przyjemnie, a same numery mają spory element przebojowości. Nie jest to materiał, który wpadł mi do łba jak Martyrdodowy List na przykład, ale i tak jest nieźle. Chociaż Intro, rozpoczynające się podniosłą pieśnią mającą porwać serca do walki z kapitalizmem, albo innym hymnem Armii Czerwonej (oburzonych moją nieznajomością utworu szczerze przepraszam za to, jak bardzo mnie ich opinia nie obchodzi) nie wróży raczej przyjaznych harców. Szczęśliwie efekt ten razem z Som En szybko się rozmywa, w zamian pojawia się szybka i energiczna muzyka z bardzo dobrą współpracą wokali męskiego i żeńskiego, która to zresztą od razu mi się spodobała. Nie ma tu zbędnego ciężaru i poczucia, że muzycy są wściekli na wszystko wokół niczym sześciolatek, któremu zabrano wiaderko z piaskiem (chociaż cholera wie, co siedzi w tekstach), jest natomiast przyjemne naładowanie pozytywną agresją. Värdesätter dig podtrzymuje moje początkowe wrażenie, dodając do tego wielkiego plusa za szybkie, żywiołowe tempo (zwolnione później, ale cóż zrobisz). Förlåt dodaje do tego dobry, bo nietypowy na płycie blackmetalowy smaczek, Bara Medan Vi Pratar zaskoczy nietypowym, niemiło “przaśnym” motywem, a T.A.C.K. jawi się jako najlepiej skomponowany ze wszystkich. Wyszczególnienie reszty numerów jest zgoła zbędne, gdyż zbudowane są na tej samej zasadzie: jeden/dwa motywy, plus ewentualne wariacje powyższych, i do boju. Z jednej strony riffy używane przez Protesterę są na tyle dobre, że nie powodują przesytu i zmęczenia, z drugiej prawie każdy numer jest trochę za długi. Nie na tyle, by nużyć, jednak krótsze robiłyby na pewno lepsze wrażenie. Do tego, patrząc na płytę całościowo, ciężko jest wyszczególnić jakieś konkretne momenty, przez co na dłuższy dystans jest zdecydowanie gorzej. Muszę też wspomnieć o Bella Ciao, czyli po prostu przełożonej na gitary pieśni wojennej. Zakładam, że docelowy odbiorca tej płyty będzie nią zachwycony, ja jednak nie widzę tu niczego ciekawego.

I to w sumie tyle. Protestera nie zdobywa żadnego nowego lądu, nie tworzy niczego oryginalnego, ale swoje robi przyzwoicie i ma klimat. Ci od “lewych” punków powinni być krążkiem zadowoleni, reszta raczej niczego nie straci, jeżeli go pominie, chociaż seans nie będzie też jakąś katorgą.

Wyjątkowo, pod recenzją nie będzie linku do odsłuchów, gdyż nie znalazłem żadnego adekwatnego. Materiał jest, co prawda, na Soundcloudzie, ale… niedostępny w Polsce (a taka niby ta Protestera ponad granicami), a linku z Spotify nie mogę tu wstawić. Musicie więc znaleźć stream na własną rękę. Chyba, że zdążę go gdzieś indziej znaleźć i umieścić tu przed waszą lekturą.

Ocena: 6/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , .