Trollkjerring – “Whistle and I’ll Come To You (Under The Weeping Cherry Tree)” (2019)

Trollkjerring to jeden z projektów niejakiego Lorda Conifera, artysty alternatywnego w każdym calu, nurzającego się w dźwiękach minimalistycznych, nieoczywistych, kuszących i budzących trwogę zarazem, ale też wymagających skupienia, dla niektórych zwyczajnie nudnych bądź odrzucających.

Właściwie albumów takich jak Whistle and I’ll Come To You (Under The Weeping Cherry Tree) nie powinno się oceniać w jakiejkolwiek skali – to ten rodzaj muzyki, która z pełną premedytacją tworzona jest dla bardzo specyficznego odbiorcy, akceptującego absolutnie niekomercyjne reguły gry. To przekaz wysyłany od twórcy niespecjalnie przejmującego się konwenansami, zapraszającego do intymnego świata. Nieliczni podadzą rękę, a reszta nigdy nie przejdzie przez te wrota, choćby nie wiadomo jak szeroko były rozwarte. I wcale nie dlatego, że próg jest wysoki, bo to przecież proste dźwięki, skupiające się na ponurych emocjach elektroniczne pasaże.

Pacific Threnodies, która wydała propozycję Trollkjerring – także także na limitowanej kasecie (50 sztuk w specjalnym puzderku) – specjalizuje się właśnie w takiej alternatywnej niszy nisz (wcześniej recenzowałem niewątpliwie ciekawy, ale też dla wielu zbyt awangardowy i szorstki w formie projekt life). Wstrząsająca okładka Whistle…– zdjęcia na fizycznym wydaniu kasety są dużo bardziej wyraźne – prezentujące pokancerowaną rękę, jak łatwo się domyśleć po samobójczej próbie, dość czytelnie sugeruje, że zawartość muzyczna nie jest radosna.

I rzeczywiście – Trollkjerring prowadzi słuchaczy przez bardzo depresyjne rejony, korzystając najczęściej z najprostszych środków, jakimi dysponuje stylistyka dark ambient / drone / dungeon synth. Syntetyczne, rozmyte plamy dźwięków, czasem niepokojący odgłos dobiegający jakby z innego świata, od wielkiego dzwonu jakieś urozmaicenie, jak dźwięk fortepianu w I Feel loked out, do tego z rzadka szeptany, recytujący albo desperacko łkający głos artysty (również pozbawiony radosnych konotacji), tworzą muzyczny język, który byłby doskonałą ilustracją kameralnego, czarno-białego filmu grozy, albo wyjątkowo mrocznego dramatu psychologicznego. Są tu też momenty, które kojarzą mi się ze starymi filmami science-fiction. Wyobrażam sobie, że niektóre tematy – choćby te zawarte w najdłuższej kompozycji My Enslavement to Her Green Eyes – doskonale pasowałyby do zilustrowania sceny, w której pełen podejrzeń Kris Kelvin przybywa na pogrążoną w sennym chaosie stację badawczą na planecie Solaris.

Whistle and I’ll Come To You (Under The Weeping Cherry Tree) to pewnego rodzaju muzyczny i koncepcyjny performance, który nie dla wszystkich będzie do przyjęcia. Niektórzy znajdą jednak wspólny język z artystą. Może to i szkoda, bo im więcej słuchaczy, tym większe prawdopodobieństwo zapaści w melancholijno-depresyjne rejony, z których czasem nie ma już powrotu. Dla nielicznych odbiorców ta płyta to może być strzał w dziesiątkę. Dla bardzo wielu coś niestrawnego. W sumie o to chyba w sztuce chodzi. Ja poczułem się zaintrygowany, choć nie wiem, czy powrócę do świata wymalowanego dźwiękami od Trollkjerring. Trochę obawiam się zawartej na Whistle… desperacji, która może kusić zwodniczą siłą pustki, samotności, niezrozumienia.

Ocena: 6/10

Pacific Threnodies na Facebooku

Oficjalna strona artysty na Facebooku

 

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru, a poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .