Tulsadoom – “Barbarian Steel” (2012/2018)

Heavy metal pasuje do Conana Barbarzyńcy równie dobrze jak mocny trunek do naczyń wykonanych z czaszek pobitych wrogów – są sobie przeznaczeni. Muzycy austriackiego zespołu Tulsadoom mocno fascynują się opowiadaniami Roberta E. Howarda, a nawiązania do mitycznej Ery Hyborejskiej, kiedy obuta w sandał stopa pewnego czarnowłosego barbarzyńcy miażdżyła niejedno królestwo, pojawiają się w ich twórczości zarówno w tekstach, oprawie graficznej, jak i samym wyglądzie muzyków, którzy upodobniają się do obiektu swych westchnień. Do albumu Barbarian Steel (oraz następcy) wracamy natomiast z okazji wznowienia materiału w formie kasetowej przez Total Därkness Propaganda.

Jeśli trzymać się nomenklatury ze świata Conana, to w przypadku Tulsadoom mamy do czynienia z riffami ostrymi niczym wykuty z akwitańskiej stali miecz, który jednak już trochę głów ściął i wyszczerbił się nieco na czaszkach i hełmach, a także trochę przyrdzewiał. To nie zarzut, wręcz przeciwnie – stwierdzam tylko, że kapela nie opiera się na wyjątkowo technicznej galopadzie, ani też nie przesadza ze studyjnym wygładzaniem materiału. Rzecz brzmi tak, jak barbarzyńska muzyka brzmieć powinna – dziarsko, z mocą, trochę surowo. Zawarte na Barbarian Steel numery lokują się blisko klasycznego, choć nieco „upunkowionego”, zbrutalizowanego heavy metalu z początku lat 80. (czasem i Venom się kłania), niemieckiej szkoły oldschoolowego thrash metalu (w tym wydaniu nie w ultra szybkich tempach), aż po blackowe, mroczne wtręty (wokal też bywa lekko skrzekliwy, nie nazbyt czysty). Dobrze się to nam wszystko łączy, spaja, wzajemnie uzupełnia, tworząc całość nie nazbyt przekombinowaną, na swój sposób przebojową (za przykład niech posłużą refreny Barbarian Bitch Attack i Barbarian Bitchfuck), odpowiednio szorstką, dosadną, ale też niepozbawioną solówek, zmian tempa, epickich wstawek. Są na Barbarian Steel niezłe riffy, niektóre naprawdę wchodzą w głowę – choć nie ma tu może killera na miarę samego Conana – a całość obywa się bez wpadek i znużeń.

Dobrze te składniki łączą się z poruszaną tematyką w tekstach, która oczywiście oscyluje wokół spraw najważniejszych dla barbarzyńskiej fantasy kwestii – bitwy, miecze, czarnoksiężnicy, mroczne kulty, niewiasty, karczemne awantury i pijatyki. Trzeba mieć do tego ciut dystansu, wejść w konwencję i na momenty zawiesić polityczną poprawność. Aby jeszcze lepiej wczuć się w klimat opowieści o Conanie, chłopaki z Tulsadoom serwują nieco atmosferycznych orkiestracji i odgłosów niczym ze słuchowiska czy ścieżki dźwiękowej do gry albo filmu (a to szczęk mieczy się odezwie, a to ktoś uderzy młotem o kowadło). Niby niewiele a cieszy.

Kontakt z Barbarian Steel wymaga od słuchacza naturalnej potrzeby obcowania z barbarzyńskim światem metalowych dźwięków osnutych tematyką magii i miecza. Ktoś, kto najzwyczajniej może nie lubić podobnych połączeń i klimatów (czy ktoś jednak nie lubi Conana?), nie zawsze będzie zadowolony, ale muzyka Tulsadoom broni się nawet w oderwaniu od kontekstu tematycznego, tyle że wraz z nim po prostu zyskuje rumieńców. Jako że sam jestem fanem najbardziej znanego Cymeryjczyka (w mieszkaniu na półkach i książki, i komiksy), więc doceniam i dobrze się wraz z Barbarian Steel bawię.

ocena: 8/10

Recenzja Storms Of The Netherworld

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Total Darkness Propaganda Facebooku

Tagi: , , , , , , , , , , , .