Unmensch – “Scorn” (2019)

Debiut belgijskiego Unmenscha zachęcił mnie do przesłuchania najpierw okładką. Klimat może trochę sztampowy, ale taki klasycznie blackowy rodem z Norwegii albo Rumunii. No i jest to debiut zespołu, tak więc czym prędzej trzeba było dowiedzieć się, czy na gęstej już blackowej scenie nie rośnie czasem nowa gwiazda.

Za wydawnictwem tego krążka stoi belgijska wytwórnia Immortal Frost Production. A za projektem Unmensch kryje się tak naprawdę jedna osoba o tajemniczych symbolach ZR. To tak dla jasności. Kronikarski obowiązek nakazuje mi jeszcze dodać, że debiut Belga trwa niecałe pięćdziesiąt minut i składa się z ośmiu utworów. Tyle suchych faktów.

Scorn jest klasycznym przedstawicielem nurtu black metalowego drugiej fali. Mamy więc do czynienia z klasyczną linią melodyczną, klasycznym tempem, klasyczną barwą dźwięku i klasycznym growlem „on the top of it”. Brudna gitara przechodzi od czasu do czasu w odmiany nieco czystsze (Strorm Breaks Loose), ale to raczej wyjątki w tej ogólnej kakofonii przesterowanych riffów. Trzeba natomiast dodać, że linie melodyczne tworzone przez ten instrument są proste i czytelne. Może czasem bez większego polotu, ale dające się lubić. Partie perkusyjne to także klasyka. Króluje blast i tempo broni palnej, natomiast dla oddechu nietrudno w utworach znaleźć fragmenty wolniejsze, natomiast egzekwowane z tą samą sumiennością i energią. Tempa raczej prędkie, choć zdarzają się dłuższe fragmenty z nieco większą dawką nostalgii i melancholii. Taki chociażby utwór The Path, który w połowie jest zasadniczo „balladką”. Albo zamykający album kawałek 11:00, który w całości jest niespieszną dygresją partii strunowych i tyle. Nad wszystkim góruje growl, który nie jest tak czysty i przejrzysty jak lubię, ale do ogólnego brudnego klimatu na płycie pasuje jak ulał. I to w sumie wszystko. Żadnych kolorowych farmazonów, instrumentalnych ozdobników czy wymyślnych wstępów i zakończeń.

Mnie na tym albumie spodobał się utwór otwierający (Let the World Drown) oraz jeden z ostatnich (Wolf) za najciekawszą chyba linię melodyczną. Potem dość długo jest niestety wielkie nic i dopiero z otwarciem półki z przeciętniakami mamy całą plejadę utworów pozostałych. Stawkę zamykają utwory wspomniane powyżej (The Path oraz 11:00), które są wręcz nudne. Zwłaszcza ten drugi.

Po kilkukrotnym przesłuchaniu debiutanckiego krążka projektu Unmensch muszę stwierdzić, że dupy mi – delikatnie mówiąc – nie urwało. Niby wszystko na tej płycie jest prawidłowe i spójne, począwszy od okładki, a na klimacie skończywszy. Niestety, jednak określenie albumu jako „prawidłowy” spycha go w moim przekonaniu w dalekie otchłanie niebytu. W dobie tysięcy dostępnych w każdej sekundzie kapel brak wyraźnego znacznika i bardzo charakterystycznego pomysłu na swój kawałek tortu to gwóźdź do trumny. W tym przypadku wbity w nią jeszcze przed pierwszym użyciem.

 

Unmensch na Fecebooku

Unmensch na Bandcamp

Unmensch w Encyklopedii Metalu

Ocena: 6,0/10,0

 

Tagi: , , , , , , , , , .