Violent Magic Orchestra – “Catastrophic Anonymous” (2016)

Violent Magic Orchestra jest świeżym projektem muzycznym (choć lepiej nazwać to po prostu zbieraniną indywiduów) tworzonym przez całą Vampillię, Paula Regimbeau znanego z robienia techno oraz Pete’a Swansona, hałasującego ongiś w Yellow Swans. Do tego przez płytę przewijają się Attila Csihar i Chip King na wokalach. Skład wystarczająco ciekawy żebym przyjrzał się zawartości.

Catastrophic Anonymous jest pierwszym wypustem tej formacji. Zawiera dziesięć utworów, łącznie trwających trzydzieści pięć minut. Wydaniem płyty w świat zajął się Throatruiner Records, od nich też otrzymałem promkę. Jaki to gatunek muzyczny? Po załadowaniu plików do iTunesa tagi opisały to jako “przemoc”. Ja bym powiedział, że to osobliwy miks industrialno-noise’owej elektroniki z postnym feelingiem, blackowym jadem i depresyjnym wykończeniem. Ktoś inny określiłby to jako muzykę eksperymentalną i też miałby rację.

Violent Magic Orchestra wydaje się na każdym kroku krzyczeć “hej, patrz, jestem eksperymentalny!”. Problem polega na tym, że ten eksperyment zaszedł już za daleko, zapominając po drodze, że muzyka powinna głównie dawać frajdę. Catastrophic Anonymous jest naładowane przeróżnymi motywami, często rozbieżnymi i niedopasowanymi. To w sumie mój główny zarzut do płyty. Gdyby muzycy nie skakali tak bardzo z muzycznego kwiatka na kwiatek, materiał byłby dużo bardziej spójny i przystępny, jednocześnie cały czas pozostając niespotykanym. Na początku rozpoczynającego The Beginning of Fortune myślałem w ogóle, że będę miał do czynienia z czymś ambientowym, nawet soundtrackiem do nieujawnionej wersji Silent Hill. Klimat powodujący na plecach ciarki, dużo dźwięków tła i leciutki posmak industrialu bardzo mi się spodobały. I zaraz zostały wymieszane z gitarami i wokalem, który nastrój zmienił na depresyjny, psując przy okazji. A potem pojawił się ból. Nie wiem, czy to tylko jakość promki, czy faktyczny sposób nagrania krążka, ale w takich fragmentach jak industrialne blasty na Acts of Charity miałem ochotę wypalić sobie bębenki. Rozumiem, że siermięga, że surowość i przekaz, ale bez przesady. I wcale nie pomagają przyjemne melodie, jak chociażby na łączącym gitary i symfonikę In Favour of Cruelty, są po prostu przytłumiane. Także przez wokale, gdy już dla odmiany się trafią, choć tutaj nie brzmi to źle. Ciężko jest powiedzieć coś więcej o samych kompozycjach. Są bardzo zmienne, niestabilne. Na Halved mamy ciekawą grę sampli i gitar, At The Bank okazuje się być klimatycznym kawałkiem postmetalowym (choć oczywiście z dużą ilością industrialnych zakłóceń), One Day Less ponownie brzmi jak ambientowy soundtrack a na Brick Wall dostajemy bardzo cukierkowe syntezatory. Jest tu dużo ciekawych środków przekazu i pomysłów. Szkoda tylko, że koniec końców te pomysły nie przeradzają się w nic innego i przemijają. Tym samym okazują się raczej zbędne. Odsłuch Catastrophic Anonymous dostarczył mi wielu muzycznych bodźców, niemniej żadnego na tyle silnego, bym go zapamiętał. I to się nie zmieniało przez kilka sesji z tą płytą.

Oczywiście Violent Magic Orchestra ma ogromną szansę zostać inaczej odebrana przez innych słuchaczy. Nie mogę zaprzeczyć że płyta jest ciekawa. I choć dla mnie ta ciekawość zakończyła się jakoś po dziesiątej minucie, dla was może trwać dużo dłużej. Za to na pewno sprawdzę kolejną pozycję od VMO. Zasługują na to.

PS: jeżeli będziecie mieli przystępniejszą jakościowo wersję, możecie dodać półtora oczka do oceny końcowej.

Ocena: 5/10

 

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , .