Toruń nie jest miastem żyjącym koncertami metalowymi, tym cenniejsze są więc takie inicjatywy, jak zorganizowany w minioną sobotę Unholy Blood Fest. 3 edycja festiwalu, poświęconego w całości szczerzeniu black metalowej zarazy, sprowadziła do lokalnego Kombinatu Kultury aż pięć czarnych załóg, z których trzy (Horda, Dominance i Yfel1710) broniły honoru krajowej sceny, dwie kolejne natomiast (Kurgaall i Asagraum) stanowiły reprezentację międzynarodową.
Wczesna pora rozpoczęcia imprezy nie przeszkodziła zainteresowanym w tłumnym stawiennictwie, już podczas koncertu tarnowskiej Hordy, usytułowany w centrum toruńskiej Starówki klub był całkiem solidnie napakowany. I dobrze, bo pierwszy występ wieczoru zawiesił poprzeczkę naprawdę wysoko – małopolski kwintet zagrał prosto z wątroby, prezentując rasowy, siarczysty, wysoce intensywny, przesycony nienawiścią do świata black metal. Szczególnie dobrze oglądało się sceniczne poczynania frontmana grupy, którego zachowanie (oraz wyraźnie widoczne szaleństwo w oczach) było szczerze przejmujące. Znakomity start.

To samo chciałbym powiedzieć o gościach z Pomorza Zachodniego, lecz występ Dominance (na który, nie ukrywam, liczyłem najbardziej ze wszystkich zaproszonych gości) pozostawił we mnie lekki niedosyt. Nie wykluczam, że moje wrażenia były po części podyktowane sporymi oczekiwaniami, mając jednak na uwadze fakt, że muzyka z debiutanckiego pełniaka i ostatniej EPki zespołu urywa głowę przy samych biodrach, spodziewałem się po występie Dominance licującej z nią zaciekłości, zwierzęcej agresji i bezwzględnego zacięcia. Zamiast tego szczecińskie trio zagrało pozbawioną szczerej chęci mordu, co najwyżej poprawną, jednak trochę zbyt statyczną i zachowawczą jak na mój gust sztukę. Ciekawiej zrobiło się wprawdzie pod koniec, kiedy hojnie popijana przez muzyków flaszka nieco opustoszała (co pomogło kapeli popuścić lejce i docisnąć gaz wyraźnie mocniej), jednak ostatecznie nie wpłynęło to zdecydowanie na moje pokoncertowe wrażenia. Źle nie było, ale obiecywałem sobie po tych harcownikach dużo więcej.

Karuzelę emocjonalną na powrót rozkręcił za to Yfel1710. Liczyłem się co prawda z występem na poziomie, jednak strzał w skroń, który dostałem już przy pierwszym numerze, wziął mnie mocno z zaskoczenia. Co jak co, ale pod kątem charyzmy i umiejętności utrzymania uwagi (która w przypadku Klimorha jest dodatkowo wprost proporcjonalna do jego bezpretensjonalności i szczerej skromności) Yfel1710 wygrał sobotnie zawody w przedbiegach. Lider Non Opus Dei i Narrenwind pokazał młodzieży, jak powinien wyglądać diabelski taniec w świetle księżyca. Cios gonił cios, kapitalne riffy sypały się jeden za drugim, polskie teksty nabrały na żywo odpowiedniego impaktu – słowem, zagrało w koncercie olsztynian absolutnie wszystko. Nie mogło też więc dziwić wyraźne domaganie się ze strony publiczności bisu. Ten z uwagi na sztywny rozkład czasowy nie doszedł do skutku, Klimorh obiecał jednak rychły powrót do Torunia, którego sam będę bacznie wyczekiwał.

Zgodnie z wieczorną prawidłowością, przyszedł czas na spadek napięcia, jednak Kurgaall wziął ją sobie aż nadto do serca, bo zaprezentowana przez Włochów sztuka była (delikatnie rzecz ujmując) słabiutka. Lubię agresywny, nienawistny i prujący szaty zbawiciela black metal, jednak by grać go w interesujący sposób, nie wystarczy zawieszony ostentacyjnie na szyi, 30-centymetrowy krucyfiks i karwasze z aluminiowymi kolcami. Trzeba jeszcze umiejętnie dyrygować wycyzelowaną nienawiścią, bez tego bowiem pozostaje jedynie teatrzyk kukiełkowy, zabarykadowany za kakofoniczną ścianą dźwięku. I tak mniej więcej prezentowała się sztuka, którą Kurgaall zafundował słuchaczom w sobotę w Toruniu. Nie mam zamiaru szczególnie pastwić się nad Włochami, tym bardziej, że części osób występ mimo wszystko się podobał (świadczyły o tym choćby wdzierające się na scenę, dobrze zaprawione już w tym czasie jednostki), możemy więc równie dobrze uznać, że się po prostu na muzyce black metalowców z Italii nie poznałem. Fair enough.

Przyszedł w końcu czas na występ gwiazdy wieczoru, którym był niderlandzki Asagraum. Holenderki dały się mocno we znaki organizatorom, bo przybyły do Torunia (co było logistycznie ryzykowane) w zasadzie na ostatnią chwilę, nie wpłynęło to jednak znacznie ani na poziom koncertu, ani zaprezentowaną przez artystki formę. Występ bronił się głównie od strony muzycznej (szczególnie w momentach, gdy grupa skręcała w stronę occult rockowych melodii) oraz ciekawej atmosfery (choć od siebie dorzuciłbym na pewno więcej rekwizytów, świec i kadzideł). Nie do końca dojeżdżał za to niestety wokal, przez większość koncertu Obscura korzystała z dość beznamiętnej i pozbawionej wyrazistości barwy, przez co w występ wkradała się miejscami lekka monotonia. Na szczęście instrumentalnie było dużo ciekawiej (tu szczególne ukłony należą się odpowiedzialnej za partie perkusji A. Morthaemer), dzięki czemu koncert, jako całość, okazał się finalnie całkiem przyjemnym doświadczeniem.

Mimo jednego dużego i kilku pomniejszych mankamentów, ostateczny bilans Unholy Blood Fest III należy ocenić pozytywnie – zarówno frekwencja, jak i odbiór imprezy pozwalają być absolutnie spokojnym o kolejną edycją wydarzenia, na której także, z diabelską chęcią, się pojawię.
- Les Bâtards du Roi – Les chemins de l’exil (2025) - 7 kwietnia 2026
- AMPACITY publikuje teledysk do „Phantomatics” - 3 kwietnia 2026
- Debiutancki singiel gotyckiego Wolfpack Heading Nowhere już dostępny - 3 kwietnia 2026
Tagi: Asagraum, black metal, Dominance, horda, Kombinat Kultury, koncert, Kurgaall, relacja, review, toruń, Unholy Blood Fest III, Yfel1710.







