Każdy rok przynosi nowe wspominki. Mam wrażenie, że wielu fanów metalu (włącznie ze mną) to bardzo nostalgiczne zwierzęta, które często wolą wracać do albumów dobrze znanych i osłuchanych niż wskakiwać w nurty nowości. Tę sytuację wykorzystują wytwórnie, proponując kolejne wznowienia płyt w bogatych wydaniach. Królową tych wydawnictw bez wątpienia jest wytwórnia BMG, gdyż jej oferta nie dość, że obejmuje totalne klasyki, to dodatkowo ma zaplecze, by swe produkty stworzyć na najwyższym poziomie. Niektórzy pewnie pomarudzą, że to znowu ruch na wyciąganie pieniędzy od fanów. Trudno się nie zgodzić, ale przecież wolna wola.
Tym razem trafiła do mnie wydana oryginalnie w 1975 roku płyta Sabotage brytyjskiej legendy Black Sabbath. Wytwórnia wznowiła ją z datą 11 czerwca bieżącego roku, co daje aż 46 lat istnienia albumu na rynku. Wynik to niemały, tym bardziej że z pewnością spora część czytających te słowa (i je piszący) jeszcze nie sięgnęła tego wieku, więc nie da się inaczej podejść do tego albumu jak z wielkim respektem i szacunkiem. BMG zadbało o dwie wersje wydawnicze, czyli tradycyjnie o winyl i CD. Wersja winylowa obejmuje trzy duże placki i 7 EP, a CD cztery srebrne płyty. Znajduje się na nich oryginalny, pełny album zremasterowany w 2020 przez Andy’ego Pearce’a i Matta Worthama, dwualbumowy koncert zawierający utwory zebrane podczas North American Tour z 1975 roku, oraz singiel Am I Going Insane przygotowany na japońskie wydanie. Wszystko to opakowane w twarde, kartonowe pudło z bonusami w postaci postera, tourbooka i rzetelnie przygotowanej historii albumu/książeczki, zawierającej wiele wycinków z gazet, okładek wydawnictw z różnych krajów, wypowiedzi muzyków i dziennikarskich not, czym był BS w latach 70. Ja mam do dyspozycji wersję Super Deluxe Edition CD, nie wątpię, że dla wielu winyl posiada więcej magii, a muzyka Black Sabbath powstając w erze analogu po prostu na nim brzmi najlepiej, ale odsłuchując wersję nieco bardziej modernistyczną, czerpię z tego wiele radości. Muzycznie album Sabotage nie należy do ulubionych wśród Sabbath maniacs, u mnie również nie stoi na podium, ale paradoksalnie znajdują się na nim aż trzy utwory, które mogę zaliczyć do grona tych najlepszych: Hole In the Sky, Children of the Universe i mniej znany The Writ. Nie da się ukryć, że jako całość płyta posiada odmienny feeling od tego, czym był zespół na początku kariery, muzyka tu jest znacznie szybsza i „pogodniejsza” od doom metalowych, ciężkich hymnów z debiutu czy Paranoid. Bez wątpienia wpływ na ten stan rzeczy miały zmieniające się czasy i pozycja zespołu, Black Sabbath nie był już zespołem, który mógł żywnie robić to, na co ma ochotę, tylko potężną maszyną, zarabiającą potężne pieniądze, plus utrzymującą sztab ludzi. Ich płyty po prostu musiały się sprzedawać. Sabotage stał się kompromisem pomiędzy presją otoczenia a rozwojem muzycznym czwórki instrumentalistów. Nowe brzmienie remastera nie różni się jakoś diametralnie od klasycznego, jest może nieco bardziej dynamiczne i podciągnięte, ale nie powinno kłóć w uszy fanów pierwszych wydań. Utrzymuje odpowiedni charakter lat 70., mógłbym go jedynie określić mianem bardziej skutecznego, uderzającego z siłą w narządy słuchu.
Co do krążków bonusowych, dwa zwierające nagrania live dla niektórych fanów staną się daniem głównym, ponieważ utwory znajdujące się na nich w znakomitej większości do tej pory nie były nigdzie publikowane. Jakość nagrań może nie ma tak potężnego brzmienia jak album koncertowy The End, ale absolutnie niczego mu nie brakuje. Słychać, że Black Sabbath w tamtym okresie był machiną koncertową, której po prostu nie sposób było zatrzymać. Bardzo podobają mi się także wstawki, w których Ozzy między utworami zagaduje publikę i – jak na niego – prowadzi bogatą konferansjerkę.
BMG kolejny raz wykonało bardzo dobrą pracę. Czasy mamy takie, że wszystko kosztuje i to wydawnictwo nie jest najtańsze, ale jeżeli się już zdecydujecie na zakup, to nie powinniście żałować. Box zawiera dużą dawkę muzyki i fajne w moim uznaniu bonusy. W jednym pudełku dostajemy małą historię albumu Sabotage i pełny wgląd w Black Sabbath z 1975 roku w pięknym, solidnym packingu. Cóż można chcieć więcej w tym temacie.
- Sepulchral – „Beneath the Shroud” (2025) - 22 kwietnia 2026
- Guerra Total – „Of Death’s Apotheosis… Cthulhu’s Call and the Terror of the Cosmic Unknown” (2025) - 19 kwietnia 2026
- At the Gates – „The Ghost of a Future Dead” (2026) - 10 kwietnia 2026
Tagi: 2021, Black Sabbath, BMG, Butler, hardrock, Iommi, klasyk, Ozzy, recenzja, remaster, review, sabotage, stoner, super deluxe edition, Ward, wznowienie.







