No takiej okładki to jeszcze nie widziałem przez trzy dekady mojego obcowania z black metalem – pomyślałem, oglądając coś, co z wyglądu przypomina mi raczej zapowiedź płytki z muzyką relaksacyjną lub jakimś ambientem, a nie albumem zawierającym czterdzieści minut krwistego black metalu. I choć jestem pewien, że okładka ta nie mieści się nawet w pierwszej pięćdziesiątce najładniejszych coverów w muzyce metalowej, to Francuzi z Blurr Thrower wzbudzili moją ciekawość.
Debiutancki krążek żabojadów ukazał się nakładem ich rodzimej Les Acteurs de L’Ombre Productions. I choć wkładka (przynajmniej w moim egzemplarzu) wydaje się nieco rozmazana, to digipack wydany jest nader starannie.
Zawartość to materiał, który szokuje zdecydowanie mniej niż strona wizualna płyty. Wszystkie cztery numery nagrane są w stylu… post black ambientowym. Ściana przesterowanego dźwięku, brudnego i niewyraźnego tak jak to tylko możliwe, okrasza przerażający i histeryczny wokal. Takie Harakiri for the Sky, tyle że w wydaniu znacznie mniej ciekawym. Co więcej, partie wokalne zdają się nie korespondować zupełnie z linią melodyczną, która choć pozornie jest chaotyczną nawalanką, a z burzy riffów i uderzeń w instrumenty perkusyjne wyłania się od czasu do czasu melancholijno-liryczny motyw przewodni – również nie mający wielkiego związku z całą tą nawałnicą. Kawałki zaczynają się i kończą wstawkami stricte ambientowymi (Germes Vermeils, Fanes), co w sposób jasny i oczywisty tłumaczy całkowitą długość utworów trwających nawet po 12 minut. Zresztą utwór Fanes to w ogóle swoisty antrakt na płycie, czterominutowy przerywnik prawie w całości oparty na klimatach a’la Delerium (z czasów Stone Tower). Apogeum tego poczucia opętania, szaleństwa z przekrwionymi oczami i paznokci połamanych na nietynkowanej ścianie stanowi utwór ostatni. Amnios to majstersztyk w swojej klasie i przez ponad dwanaście minut swojej egzystencji zasysa jak narkotyk. Tantryczna linia melodyczna, opętańczy wokal i szum instrumentów (zwłaszcza tych strunowych) tworzą klimat, jakiemu nie oprze się nikt. A wszystko to w tempach zróżnicowanych od powolnych pląsów do nawałnicy blastów.
Wszystko to super. Ciekawa muzyka, ciekawa okładka, można by słuchać i słuchać, zapadając się powoli jak w łóżko wodne zasypane tysiącem poduszek. Niby niegroźnie, ale przy braku opamiętania, powrotu do świata żywych, można się utopić. Zatracić. Brzmi jak recenzja płyty genialnej? No właśnie Les Voûtes niestety takim albumem nie jest. Bo choć sam w sobie świetny i przykuwający uwagę w literalnym tego stwierdzenia wrażeniu to jest to niestety płyta jak wiele innych z tego gatunku, tego kraju a w szczególności tej wytwórni. W zasadzie to można by pomylić Blurr Thrower z kilkudziesięcioma innymi kapelami grającymi kropka w kropkę podobnie. A to już brzmi jak spory minus. I ja go Francuzom właśnie daję.
Blurr Thrower na Bandcamp
Blurr Thrower w Encyklopedii Metalu
Ocena: 7,0/10,0
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022
Tagi: 2020, ambient, black metal, Blurr Thrower, francuski black metal, Les Acteurs de l'Ombre Productions, Les Voûtes, post-metal, recenzja.







