DIO – “Magica” (2000/2020)

Wracamy do reedycji albumów DIO z lat 1996 – 2004, które wydała niedawno firma BMG wspólnie z Niji Entertainment Group Inc.

Płyta Magica (2000) to dla formacji DIO powrót do klasycznych rozwiązań, po próbie unowocześnienia formuły, jaka dokonała się na albumie Angry Machines. Przy nagrywaniu recenzowanego krążka doszło do pozornej rewolucji w składzie. Do Ronnie’go Jamesa Dio (głos) dołączyli Craig Goldy (gitary), Jimmy Bain (bas) i Simon Wright (perkusja). Pozornej, bo choć oprócz lidera wymienili się wszyscy muzycy, to należy zaznaczyć, że był to dla nich powrót po latach. Ważną personą na pokładzie stał się Scott Warren – w kompozycjach z albumu Magica klawisze odgrywają istotniejszą rolę niż wcześniej.

Magica to luźny koncept album, pierwsza część planowanej trylogii, której z oczywistych powodów nie udało się dokończyć. Kto lubi historie rodem z literatury fantasy, ten nie zawiedzie się opowieścią o magicznej księdze, demonicznym Shadowcaście i dwójce młodych ludzi gotowych mu się przeciwstawić. Nie wszyscy przepadają za digiboookami (a w takiej formule wznowiono omawiane wydawnictwa DIO), niemniej jednak zawartość książeczki, przypominająca tutaj wnętrze starej księgi, zyskuje w takim właśnie wydaniu.

Muzycznie z kolei płytę powinni docenić ci, którzy wychowali się na klasycznym hard rocku i heavy metalu, a jednocześnie tolerują odrobinę progresywności. W większości zawarte tu numery stoją na prostym, ale bardzo nośnym riffie, który nie pozwala słuchaczowi na obojętność. Gitarowe motywy z Lord Of The Last Day, Fever Dreams, Feed My Head (a mógłbym wymieniać dalej) najzwyczajniej w świecie niosą kompozycje, które są urozmaicone orkiestracjami, solówkami, drobnymi smaczkami, no i oczywiście wokalem Dio – lider umiejętnie snuje opowieść, oddając jej dramaturgię.

Znalazło się na płycie Magica także sporo przestrzeni na pewne interesujące urozmaicenia. Płytę otwiera chociażby para orkiestrowa uwertura (Magica Theme), a rozmachu całości dodają wspomniane już orkiestracje, ale też klawiszowe pasaże (jak we wstępie do Eriel). Bardzo przebojowo, w duchu hardrockowej muzyki lat 70. wypada Chalis, a Losing My Insanity zaciekawia folkowym motywem. Może także podobać się ballada As Long As It’s Not About Love, pod warunkiem, że zaakceptujemy rozwiązania typowe dla metalowych łzawych ballad żywcem wziętych z lat 80. – ale i w tej konwencji można zrobić coś dobrego, a rzeczony numer jest na to dowodem.

Kto nie zna jeszcze tego albumu DIO (a pewnie będzie to mniejszość czytelników), ten śmiało może nadrabiać zaległości. Większość pewnie jednak zna na pamięć i zastanawia się, co dostajemy w nowym wydaniu. Po pierwsze, koncertowy zapis z trasy promującej krążek, która odbyła się w roku 2001. Tym razem zapomnijcie o “The Best Of Live” – na bonusowym krążku mamy po prostu Magicę odegraną utwór po utworze na żywo. Możecie sprawdzić, jak ówczesny skład radził sobie ze świeżym materiałem – “zaspojleruję”, że nad wyraz dobrze.

Stawkę uzupełniają dwa studyjne bonusy. Epicka, mocna, klasyczna dla DIO Electra to kompozycja wyszykowana z myślą o nigdy niezrealizowanej części drugiej opowieści. Dzieło wieńczy Ronnie James Dio we własnej osobie, który przytacza losy bohaterów z Magicy.

ocena: 8/10
dodatki: 7,5/10

CD 1:
1. Discovery
2. Magica Theme
3. Lord Of The Last Day
4. Fever Dreams
5. Turn To Stone
6. Feed My Head
7. Eriel
8. Chalis
9. As Long As It’s Not About Love
10. Losing My Insanity
11. Otherworld
12. Magica (Reprise)
13. Lord Of the Last Day (Reprise)

Bonus CD:
1. Discovery
2. Magica
3. Lord Of The Last Day
4. Fever Dreams
5. Eriel
6. Chalis
7. Losing My Insanity
8. Otherworld
9. Electra – Studio Track
10. Magica Story – Studio/Spoken Word

Paweł Lach
Latest posts by Paweł Lach (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .