Eamonn McCormack, jak przystało na bluesmana z CV obejmującym parę dziesięcioleci grania, nic nie musi udowadniać. A że gra muzykę niekomercyjną, która nie obchodzi już masowego słuchacza – ani tym bardziej nastawionych na wyszukiwanie nowych trendów krytyków – to może to robić na własnych zasadach. Dlatego też album Storyteller, choć nic nowego czy szczególnie powalającego w konwencji blues rockowej nam nie przynosi, przyciąga jednak uwagę swoją naturalnością.
McCormack – zgodnie zresztą w zapowiedzią w tytule – snuje opowieści, które wiodą ku irlandzkim pubom w Dublinie i na bezdroża południa Stanów, przede wszystkim zaś nie uciekają od codziennych oczarowań i rozczarowań. Artysta pokazuje tym samym, że pomiędzy amerykańskimi korzeniami elektrycznego, białego bluesa a europejskimi tradycjami takiego grania rozciąga się spore pole do popisu. I rzeczywiście – mimo klasycznej dość formy, wyzbytej jakichkolwiek prób unowocześnienia konwencji, udaje się zawrzeć wiele różnorodnych wątków muzycznych, zarówno tych akustycznych (rzadziej), jak i elektrycznych (częściej).
Eamonn wokalistą wybitnym nie jest, ale umówmy się – w bluesie nie trzeba wznosić się na wyżyny. Nic natomiast nie zastąpi szczerości i prawdy, a ta dźwięczy w jego głosie. Pozwala to mu snuć spokojne, pełne nostalgii opowieści, które mają kojący charakter (The Great Famine i Every Note That I Play), choć zabarwiony czasem nutką goryczy i żalu (Help Me Understand). W In A Dream wokalista śpiewa na tle organów, a ciepło brzmiące dźwięki gitary przypominają styl Gary’ego Moora. Ktoś być może ziewnie, ale wielu się zasłucha.
Dobrze robi też dźwięk organków i lekko przybrudzony głos wokalisty kompozycji Gypsy Women. Nieźle artysta radzi sobie w numerach podanych z większą werwą. Dziarski Tie One On zaczyna się riffem przywołującym nieco pamięć o Boys Are Back In Town Thin Lizzy, a potem wybrzmiewa klasyką blues rockowego grania. Fajnie wypadają najbardziej zadziorne kompozycje, jak With No Way Out czy Make My Move, którym nie brak szpuntu. Kto życzyłby sobie większej dawki rdzennych klimatów rodem ze Stanów, ten nie zawiedzie się, słuchając podanego w „country style” numeru Cowboy Blues, bliskiego klasycznemu rock’n’rollowi South Dakota, albo czerpiącego z boogie Cold Cold Heart, który ma coś z Johna Lee Hookera (nawet McCormack śpiewa tu w charakterystyczny sposób).
Jak wynika zresztą z załączonej do płyty informacji prasowej, młody Eamonn udał się za młodu do Ameryki, by zaczerpnąć inspiracji ze źródeł. A tę autentyczność słychać. Także eklektyzm w łączeniu klimatów. Szklaneczka irlandzkiej whisky w jakimś niewielkim pubie czy może łyk Burbona w tancbudzie gdzieś w Tennesee? Nie musicie wybierać. Płyta Storyteller pozwoli zakosztować jednego i drugiego w zgrabnych proporcjach.
Nie jest to album, który dokona przewartościowania na waszej liście ulubionych bluesmanów, ale pozwoli niektórym dopisać do niej jeszcze jedno nazwisko. Irlandczycy mają zresztą swoje wspaniałe tradycje grania blues rocka, by wymienić nieodżałowanego Rory’ego Gallaghera, więc i Eamonn McCormack sroce spod ogona nie wypadł. Występuje zresztą odkąd skończył 16 lat. To doświadczenie i pewność w głosie oraz w wypuszczanych z Gibsona dźwiękach słychać.
ocena: 7/10
Oficjalna strona artysty na Facebooku
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
- Slave Keeper – „Podwójna gra” (2025) - 19 listopada 2025
- Sothoris – „Domus Omnium Mortuorum” (2025) - 4 października 2025
Tagi: 2020, album, blues, blues rock, Eamonn McCormack, gitarzysta, guitar, irish music, Irlandia, irlandzki blues, premiera, recenzja, review, rock, rock'n'roll, rockabilly, slide, Storyteller.






