Całkiem niedawno, w recenzji Ghost – The Lost of Mercy, chwaliłem rodzimą wytwórnię Thrashing Madness Productions za wspieranie sceny i solidne przygotowanie wydawnictw. Nie minęło wiele czasu i znów mam okazję podejść do tego tematu – za sprawą reedycji demówek zespołu Incest. Znacie tę nazwę? Ja znałem jedynie z biografii Szymona Czecha (m.in. Nyia, Prophecy, Third Degree). Dziś, dzięki TMP, trzymam w rękach krążek zawierający dwa materiały olsztyńskiego zespołu: Moriar z 1992 roku, wydany oryginalnie na kasecie przez Caranage Records i Release Spell z 1995. Podobnie jak w przypadku Ghost, mamy do czynienia z bardzo dobrze odrobioną pracą domową, czyli bogatym layoutem i dobrym papierem, przez co cena zakupu płyty boleć nie powinna.
Trzydzieści minut muzyki zawiera w sobie pełen pakiet demówkowego klimatu lat 90. – z jego wszystkimi atrybutami i wadami. Ja takie klimaty łykam bez popitki, więc możecie sobie wyobrazić moją radość po wprowadzeniu krążka do odtwarzacza i usłyszeniu genialnie kiczowatego intra Birth in the Tomb. Momentalnie przypomniała mi się moja koszula w kratę i białe podróbki adidasów z językami wypuszczonymi na wierzch. Piękne czasy kombinacji, braku kasy, dostępu do muzy, ale i magii odkrywania każdego tytułu i jego gloryfikacji. Po intrze uderza old schoolowo nagrana pierwsza kompozycja The House of God. Tu już wszystko się wyjaśnia, Incest zakochany w klasykach ówczesnego death metalu starał się zrobić coś własnego, może nie przesadnie oryginalnego, ale wartościowego i złego w każdym calu. Sposób nagrania z automatu nadaje ich kawałkom kvltowego statusu, który może posłużyć wielu obecnie poszukującym takiego soundu zespołom za wzór. Thrashujący decior nagrany przez Incest oscyluje gdzieś przy początkach Deicide i bardziej topornego nurtu gatunku, gdzie rządziły przesterowane ryki, pogłosy i dźwięk instrumentów brzmiący jak zza ściany – czyste piękno retro death metalu. Odświeżone taśmy ukazują materiał w nieco lepszej jakości niż zgrywki z kaset, jakie można znaleźć na YouTube, ale nadal jest to czysty underground.
Nie ma co tu wiele pisać i się rozwodzić, Moriar/Release Spell to muzyka dedykowana do maniaków starej szkoły, którzy dotykają się w miejscach intymnych na widok wszelakich demosów i kaset wydanych na początku lat dziewięćdziesiątych. Jest to piękna reminiscencja czasów minionych i tytuł mało znany, ale wartościowy. Znam sporo pozycji katalogu Carnage Records, ale Incest mi umknął i cieszę się, że Thrashing Madness odkopał jego taśmy. Solidna porcja starej szkoły podziemnego death metalu.
- Guerra Total – „Of Death’s Apotheosis… Cthulhu’s Call and the Terror of the Cosmic Unknown” (2025) - 19 kwietnia 2026
- At the Gates – „The Ghost of a Future Dead” (2026) - 10 kwietnia 2026
- Huge – „Not a Handful of Stones but the Sound of My Soul” (2025) - 9 kwietnia 2026
Tagi: 2023, death metal, Incest, Moriar, old-school death metal, recenzja, Release Spell, review, Thrashing Madness Prod.







