Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem do czynienia z tak podziemnym wydawnictwem. Francuski duet, o którym niewiadomo kompletnie nic, wypuścił swój debiutancki album w formie cyfrowej, ale żeby nie było – mamy też fizyczne wydawnictwo, ściśle limitowane do miażdżącej ilości dwudziestu pięciu sztuk. Czyli jak na prymitywny black metal z epoki tape tradingu przystało.
L’Isole to zaledwie dwadzieścia pięć minut, więc stosunkowo krótko, ale nawet w takim czasie można oddać cześć rogatemu z pełnym zaangażowaniem. Mecreant nie ogląda się absolutnie na nic i serwuje swój czarny pochód ściśle według własnych zasad. Czuć tu Francją na kilometr – mnóstwo charakterystycznych wibracji i zagrywek nacechowanych średniowiecznym klimatem. Efekt dla słuchacza jest podobny jak u Peste Noire, ale osiągnięty zupełnie innymi środkami. Przede wszystkim gitary – gdyby mogli, graliby opętane tremolo w sposób, przy którym pierwszy album Burzum to szczyt wirtuozerii i gitarowego wyrafinowania zatopiony w całej palecie brzmień. Ale jak to im się znudzi, wówczas przywalą jak na niegrzecznych chłopców przystało. Klimatu dodaje obecność różnych dziwnych perkusjonaliów, które jednak trzeba wyłowić zza wodospadu smoły. Bębny aż cuchną piwniczną wilgocią, gitary na przemian wloką prosty motyw na tle przeważnie średniego tempa, albo ocierają się o klimatyczny, nieco odarty z diabła bezbrzeżny smutek, jakim lata temu czarował szwajcarski Sadness.
Żeby było ciekawie, jest w tym wszystkim sporo melodii. Oczywiście o żadnych przytupańcach (nawet na francuską modłę) nie ma mowy. Prędzej im do wesołości Silencer, tudzież radości bijącej od wczesnego Darkthrone. Lekko, łatwo i przyjemnie. A przy tym bardzo piwnicznie, bardzo klasztornie, i jeszcze bardziej średniowiecznie. Chyba tylko Francuzi potrafią wyczarować taki klimat niemal z niczego. Jak oni to robią? Tego nie wiem, może niech pozostanie to ich tajemnicą. Ale dopóki będą wychodziły takie strzały jak Mecreant, to mogę nie pytać o nic i godzić się na wszystko. Niesamowity, czysty, niczym nieskrępowany prymitywizm na średniowieczną, w stu procentach black metalową melodię. Mały, wielki album.
Ocena: 9/10
- Peurbleue – „La Cigue” (2022) - 10 grudnia 2022
- Voidfire – „W Cienie” (2022) - 8 grudnia 2022
- Miasmes – „Vermines” (2022) - 23 listopada 2022
Tagi: 2019, album review, black metal, french metal, L'Isole, Mecreant, recenzja.







