Jak na miłośnika Władcy Pierścieni i wielbiciela Summoningów, Caladan Broodów i innych Emyn Muilów przystało, na widok zespołu Minas Morgul aż się zachłysnąłem z wrażenia. To nic, że pomyślałem sobie o kolejnej kopii Austriaków, grających ten sam oparty na tolkienowskiej trylogii atmosferyczno-symfoniczny black. Dla mnie historii o Nazgulach i Pierścieniu nigdy za wiele, a jak jest jeszcze okraszona nutą przystępnej muzyki – to już w ogóle!
Aż dziw bierze, że nie znałem wcześniej zespołu, który na rynku muzycznym walczy już od ponad 20 lat i ma na swoim koncie aż siedem długogrających albumów i EPkę. Postanowiłem więc szybko sprawdzić, co mnie ominęło, i czy znów będę musiał nadwyrężać swój budżet, uzupełniając płytotekę o dorobek sekstetu z Frankfurtu.
Heimkehr wydane zostało przez niemiecki Trollzorn Records i trwa dobre trzy kwadranse, podzielone na dziesięć utworów. Płyta zaczyna się dwuminutowym prologiem, który tylko podkręca mój apetyt. Klimat i przestrzeń pasują do intra z jakiejś gry fantasy albo filmu. Jest pięknie! Utwór tytułowy podtrzymuje linię melodyczną, ale już po pierwszych sekundach wiadomo, że Minas Morgul daleko leży od Minas Morgul w wykonaniu Summoning. Jest znacznie ostrzej, surowiej i bardziej brutalnie. Muzyka przypomina mi bardziej niemieckiego pogańskiego Varga niż epickie dzieła piewców piękna tolkienowskiego Śródziemia. Mocna perkusja, ściana przesterowanych gitar i schowany nieco za instrumentami growl mają wydźwięk bardzo basowy. Trochę chyba nawet zbyt basowy. W podobnym tonie prezentuje się kawałek Niedergang, z tą tylko różnicą, że mamy trochę więcej blastu i trochę mniej melodii. Jest za to surowo i zgodnie z encyklopedycznym opisem – pogańsko (czyli że nie przeoczyłem zespołu przez przypadek). Minas Morgul to Minas Morgul wyłącznie z nazwy. Stein um Stein jest jeszcze bardziej etniczny zagrany w bardzo miarowym umiarkowanym tempie. W zestawieniu z językiem niemieckim brzmi mi jak pieśń marszowa. W połowie płyty zespół wraca do klimatów z tytułowego Heimkehr, które nie są niestety ani wyszukane, ani oryginalne. Zaczyna wiać nudą. Nieco przestrzeni i świeżego powietrza wpuszcza do albumu utwór Weltenfall. Więcej tu melodii i tym samym uroku, choć spójny z resztą albumu klimat pozostaje. Surowy Totenschiff przelatuje szybko, by zatrzymać się na najszybszym chyba na płycie utworze V.F. Żywa perkusja i nieco wyżej zestrojone gitary budzą dość skutecznie. Oprócz Weltenfall jest to chyba najlepszy utwór na płycie. Dein Erwachen ma także znamiona dobrego kawałka, ale jakoś brak w nim (podobnie jak na reszcie albumu) świeżości i energii. Wściekłość wydaje się udawana, a pustka i nostalgia iluzoryczne. Płytę zamyka epilog Tiefe Narben, w którym zadziwia zestawienie muzyki i klimatycznych plumkających raz po raz klawiszy, zestawionych ze znacznie delikatniejszym, szeptanym wokalem. Ciekawe, ale znów dupy nie urywa. A mogłoby, gdyż kawałek brzmi trochę jak dzieło Winterschatten niemieckiego projektu Vinterriket. A tego jegomościa to ja uwielbiam!
Żeby nie było, niemieckiego Varga lubię bardzo i mam kompletną dyskografię tego zespołu łącznie z limitowanymi boxami z piersiówkami „inside”. Nie uważam jednak, by celebrować ten nurt aż tak, jak robię to z muzyką z tolkienowskim rodowodem. Heimkehr nie zajmie więc w mojej płytotece miejsca na piedestale, ale postaram się przyjrzeć starszym wydawnictwom Minas Morgul. Coś czuję, że chłopaków stać na więcej.
Minas Morgul na Facebooku
Minas Morgul na Bandcamp
Minas Morgul w Encyklopedii Metalu
Ocena: 6/10
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022
Tagi: 2021, black metal, Heimkehr, Minas Morgul, niemiecki black metal, niemiecki pagan metal, pagan metal, recenzja, Trollzorn Records.







