Wypełźli znikąd i powalili świat na kolana – chciałoby się tak powiedzieć o niemieckim black’n’rollowym zespole MNHG. Spoiler alert: niestety nie można. Nie można po pierwsze dlatego, że 75% jego członków działało wcześniej w innej niemieckiej kapeli – pagan blackowym Thyrgrim – i nie były to wcale krótkie epizody. Drugi powód jest jednak ważniejszy – ich debiut w postaci Mundare na kolana moim zdaniem nikogo nie powali, choć pewnych zalet odmówić mu nie można.
Po głębokim zastanowieniu sklasyfikowałbym ten album jako idelaną rzecz do samochodu, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że to określenie raczej niesie ze sobą negatywne konotacje. Cóż, w tym przypadku niesłusznie, bo jeśli chodzi o niezbyt angażujący odsłuch, to debiut powstałego w zeszłym roku składu spisuje się znakomicie. Tempo jest szybkie jak na black’n’roll przystało i nie zwalnia ani na moment, brzmienie wypada przyzwoicie, a melodyka może i jest dosyć prosta i standardowa dla tego gatunku, jednak mimo tego potrafi w kilku momentach nakłonić do delikatnego headbangingu (Praise the Beast, Ride For Me, The Darkest Strain czy świetny Revelation). Drobne schodki pojawiają się, gdy weźmie się Mundare na ruszt w domowym zaciszu. W takich warunkach uwydatnia się przede wszystkim dość niewielkie zróżnicowanie kompozycji oraz fakt, że część z nich mimo tego żwawego, energicznego tempa oraz stosowania sprawdzonych patentów, przebojowością niestety jakimś cudem nie grzeszy. Ponadto kapela ewidentnie zagrała w myśl zasady „lubimy te melodie, które już znamy”, więc gdybyście chcieli postawić im zarzut odtwórczości, to myślę, że nie byłoby to wcale nie na miejscu.
Wbrew tym zarzutom, których w sumie wyszło więcej niż spodziewałem się po pierwszym odsłuchu, wcale nie określiłbym pierwszego albumu MNHG jako zły lub nawet przeciętny. To dobry krążek-zadanowiec, który najlepiej sprawdza się w momentach, gdy potrzeba czegoś niezobowiązującego w głośnikach, aby móc skupić się na swoich sprawach przy ciężkiej muzyce grającej w tle. Przy Mundare uszy nie będą krwawić, a ponadto znajdzie się kilka momentów, kiedy wszystko klika tak jak powinno – stąd też taka a nie inna ocena, choć mam świadomość, że zespół takimi albumami świata raczej nie zwojuje.
Ocena: 7/10
MNHG na Facebooku
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
Tagi: 2021, black'n'roll, Immortal Frost Productions, MNHG, Mundare, recenzja, review.





