Nyrst – “Orsök” (2020)

Natknąłem się niedawno w sieci na komentarz, którego autor przekonywał, że pierwsza dekada XXI wieku należała do kapel black metalowych z Francji, kolejne dziesięciolecie do zespołów z Polski, zaś lata 20. mają upłynąć pod przewodnictwem islandzkiego blacku. To dość odważna, a jednocześnie ciekawa hipoteza. Zakładając, że zgadzamy się z tym twierdzeniem, nie pozostaje nam nic innego, jak bacznie przyglądać się poczynaniom zarówno doświadczonych, jak i nowopowstających grup metalowych z odległej i zimnej wulkanicznej wyspy na Atlantyku. Dziś nasz wzrok i słuch kierujemy w stronę kapeli Nyrst.

Wydana pod szyldem Dark Essence Records płyta Orsök to debiutancki longplay kwintetu z Islandii. Muzycy wydali do tej pory demo, prezentując światu dwie obiecujące kompozycje, które pozostawiły po sobie pewien niedosyt. Dobrze zapowiadający się wtedy materiał aż się prosił o rozwinięcie w postaci pełnego albumu studyjnego. Po czterech latach w końcu ukazał się trwający nieco ponad czterdzieści minut materiał Nyrst. Zapnijcie pasy, bo może to być jeden z ważniejszych debiutów tego roku.

Islandzka grupa pewnym krokiem stąpa po wytyczonych przez Norwegów w latach 90. ścieżkach, prezentując black metal w jego surowej, zimnej i pozbawionej zbędnych komplikacji wersji. Oprócz oczywistych inspiracji Mayhem czy Darkthrone, kwintet z Rejkiawiku zajmuje swoje miejsce gdzieś pomiędzy krajanami z Misþyrming i Auðn. Z jednej strony spada na nas grad ciężkich riffów i blastów, z drugiej zaś pojawiają się bardziej atmosferyczne przejścia i zwolnienia tempa. Otwierający płytę utwór Æðri verur przypomina prawdziwie mroźny zimowy pejzaż – piękny i uśpiony, a jednocześnie pełen niepokoju i czyhającego zła. Surowy i zimny klimat towarzyszy nam aż do końca albumu. Nie ma tu miejsca na symfoniczne wstawki, nowoczesne efekty i kombinacje. Warstwa instrumentalna może i jest nieco przewidywalna, momentami wręcz wtórna i dobrze znana sympatykom czarnego metalu. Nie można za to powiedzieć, że krążek Orsök jest oklepany czy nudny. Partie wokalne świetnie dopełniają mroczny styl, w którym lubują się muzycy, a krótki przerywnik w postaci Athöfn, otwierającego stronę B płyty w stylu klimatycznego ambientu, buduje nastrój przed kolejnymi dwoma utworami. Otrzymujemy wspaniale zaaranżowane zwieńczenie albumu, którego słuchanie to czysta przyjemność. Nyrst, jak sama nazwa wskazuje, faktycznie wysuwa się „najbardziej na północ”, w stronę nieprzebytych lodowych krain, skąd czerpać można nieskończenie wiele inspiracji przy tworzeniu agresywnego i srogiego black metalu.

Niewielki wyspiarski kraj, położony z dala od kontynentu, gdzie mieszka ledwie około trzystu pięćdziesięciu tysięcy ludzi wciąż zaskakuje. Wyrastające ostatnio jak grzyby po deszczu kapele black metalowe są najlepszym dowodem na to, że Islandczycy są niezwykle ambitnym i twórczym narodem. Mając za sobą kilka odsłuchów Nyrst, ale i innych zespołów, które niedawno zadebiutowały na lokalnej scenie, trudno się nie zgodzić ze wspomnianym przeze mnie wcześniej komentarzem. Najbliższe lata należeć będą do black metalu z lodowej wyspy.

Ocena: 8/10

Nyrst na Bandcamp.

Nyrst na Facebook.

Vladymir
Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , .