Dzisiejszą recenzję przeczyta może dziesięć osób. Dwadzieścia maks. Chyba, że gdzieś na świecie są poukrywani fani i fanki grindu. Ja takowych osób niestety nie znam, co powoduje nieustający smutek i zdziwienie, więc o płycie Perfecitizen będę dyskutował przed lustrem. Albo butelką.
A nie, przecież mogę napisać recenzję!
Pod nieco koślawą nazwą Perfecitizen kryje się trzech Czechów żwawo napierdalających (bo samo granie jest za słabym określeniem), jak to sami o sobie mówią, blastcore. I właśnie to przekonało mnie do zainteresowania się Corten. Gdybym znał ich wcześniej to pewnie zachętą byłyby recki poprzedniego krążka albo fakt, że obecny zespół powstał na prochach Alienation Mental. Blastcore okazał się być grindcorem z domieszką deathu, wykoksaną techniką i szalonym klimatem. Gdybym miał określić to jednym słowem powiedziałbym: chaos. Dwadzieścia cztery minuty czystego, wykręconego chaosu, który jednak w jakiś pokrętny sposób jest przemyślany i dopasowany. Wiem, że piszę teraz sprzeczności ale cóż… grind is protest.
No więc mamy początek, który jest niczym Hitchcockowskie trzęsienie ziemi, a potem robi się jeszcze ciekawiej. No, nie trzęsienie, ale sample brzmiące trochę post-apokaliptycznie, a trochę horrorowo. I chwilę później zaczyna się napierdol. Od razu słychać też pierwszy mankament: brzmienie werbla. Jezusie, ten werbel brzmi jakbym napieprzał czymś ciężkim w łeb. Ten pusty odgłos wadzi mi cały krążek. Reszta jest w miarę okej, szczególnie wokal mi się podoba, ale werbel jest zmorą. Szczęśliwie jestem odporny na takie drobnostki, i zaledwie po minucie krzywienia się jestem w stanie nakierować uwagę na inne czynniki. Świetnie brzmiące krzyki i wrzaski w połączeniu z gitarami tworzą prawdziwy sajgon. Boisz się o swoją kondycję psychiczną? To lepiej Corten nie odpalaj, dostaniesz bobu. Czesi w zasadzie gdzieś mają wszystkie ramy i granice. Łomoczą chaotycznie, mocno, dziko, wściekle, szybko i bez zahamowań. Gdyby rozebrać album na elementy pierwsze otrzymaliśmy sporo riffów, które do siebie w sumie nie pasują. I drugie tyle konceptów. Niemniej chłopaki z Perfecitizen potrafią ten burdel ogarnąć. I zagrać go tak, żeby brzmiał dobrze. I do tego był skomplikowany, nie tylko technicznie, ale i kompozycyjnie. Nasuwa się porównanie do Cattle Decapitation albo Cephalic Carnage. Perfecitizen gra właśnie na podobnym poziomie, trudnym do ogarnięcia i jeszcze trudniejszym do opisania. Nie wiem, czy jest sens dalej rozpisywać się na temat, więc może ograniczę się do prostego: warto. Werbel i okazjonalne nietrafione pomysły szybko nikną w otchłani chaosu, wciągają jak czarna dziura. Czasem ten chaos potrafi wymsknąć się spod kontroli, ale sporadycznie i na krótko. Najlepiej będzie jak sprawdzicie zalinkowany teaser. Albo Was odrzuci, albo przyciągnie.
Ocena: 7/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 2015, blastcore, Corten, deathgrind, grindcore, kapitan bajeczny, L'inphantile collective, Perfecitizen, recenzja, technical.






