Szwedzki death metal? Zawsze, ja mogę tego gruzu słuchać o każdej porze dnia i nocy. Zaczęło się u mnie od Indecent and Obscene Dismembera w połowie lat 90. i tak zostało. Słucham klasyków, lubię sprawdzać nowości, lubię również szukać nowych projektów, które decydują się na pójście tą drogą. Tu pięknie pojawił się drugi krążek niemieckich brutali Rotten Soil, zatytułowany I Worship Death i wydany siłami zespołu 26 lutego tego roku.
Drugi album Rotten Soil został zmiksowany przez mistrza Fredrika Nordströma, który może nie wykręcił tu przełomu, ale jest bardzo solidnie. Utrzymał dobry balans pomiędzy szwedzkim brudem a selektywnością i wszystko okrasił masteringiem, który podbija dynamikę i bardzo ożywia kompozycje. Dzięki temu płyta brzmi naturalnie, żywo i witalnie. Nie wątpię, że praca Fredrika nie była tania, ale uważam, że była warta każdego centa. Co do okładki płyty, trzeba przyznać, że jest dosyć generyczna, aczkolwiek dobrze wykonana, pasuje do płyty i pewnie dobrze się prezentuje na merchu. Obraz został wykonany przez Adriana Ribesa, który na co dzień jest tatuażystą. Ciekawostką może być też fakt, że logo zespołu stworzył nie kto inny, jak Christophe Szpajdel, którego wkład w metalową scenę jest niepodważalny i powszechnie znany.
Album trwa trochę ponad trzydzieści siedem minut, chociaż zamyka go cover zespołu Dismember, co ostatecznie daje trzydzieści trzy minuty materiału autorskiego i jest to dla mnie bardzo dobry czas dla tego rodzaju ataku. Muzycy swój szwedzki death metal urozmaicają dosyć mocno, mieszają starą szkołę z nieco melodyjniejszym spojrzeniem, typowym dla pierwszych płyt Amon Amarth. Mieszanka ta jest dla mnie do przyjęcia, jest to zrobione w dobrym guście i z odpowiednim ciężarem. Charakterystyczne, szwedzkie melodie nie są nachalne i bardziej wzbogacają muzykę niż rozmiękczają. Poza tym w kontraście do nich słyszymy tu bardzo dużo klasycznego gruzu spod znaku choćby Grave. Band utrzymuje głównie średnie tempa, rzadko się rozpędza, stawiając na groove i masywne uderzenie. W pierwszym odczuciu bałem się, że album w całości okaże się ociężały, ale na szczęście muzycy wiedzieli, co robią i udało im się wywinąć temu zagrożeniu.
Okazjonalne blasty i skwierczący skrzek zwracają na siebie uwagę i wydają się znacznie brutalniejsze niż gdyby pojawiał się częściej.
Zamykającego stawkę coveru Casket Garden Dismember trochę się bałem. Jest to totalny banger, niby prosty i nieskomplikowany, ale naładowany takim klimatem, którego nie da się podrobić. Cover ten musi miażdżyć na żywo, a nagrywanie musiało wiązać się z dużym wyzwaniem. Przyznam, że Rotten Soil tu zaskoczył i zapodał wersję zawodowo. Przeróbka brzmi trochę nowocześniej, ale też bardzo mięsiście, a wokal Kringa nadał mu bardziej deathmetalowego charakteru.
Nie wiem, dlaczego I Worship Death nie znalazł dla siebie wydawcy. Jest to moim zdaniem produkt gotowy i słyszałem setki gorszych płyt wydanych przez spore wytwórnie. Mam nadzieję, że band dotrze z albumem do potencjalnych słuchaczy, bo jest na nim zawarte solidne rzemiosło, silnie inspirowane starymi czasami, ale niepozbawione oryginalnego wkładu muzyków.
Ocena: 8/10
- DARK SIDE – premiera singla i zapowiedź płyty - 6 lipca 2026
- Left To Die – „Initium Mortis” (2026) - 3 lipca 2026
- Schattenfall – „Zwischen Erde und Schatten” (2026) - 28 czerwca 2026






