Tod Huetet Uebel – “Malicia” (2015)

Źródło:

Są rzeczy zaskakujące od pierwszego momentu. Tod Huetet Uebel był tym elementem paczki od Possession Productions, którego się nie spodziewałem, a który zaatakował mnie swoją okładką już od samego początku. Zresztą, spójrzcie tylko na nią. Robi ogromne wrażenie, jest jednocześnie psychodeliczna i złowróżbna. Mocarna jak diabli. Równie wielkie wrażenie robią same dźwięki.

Tod Huetet Uebel pochodzi z Portugalii. Nie, żebym twierdził, że pochodzenie ma większe znaczenie, ale jednak ociupinkę mnie to zmieszało. Malicia jest ich pierwszym pełniakiem, wydanym przez Possession Productions, jak już zresztą napisałem. Wcześniej nagrali jeno demko. Recenzowana dziś płyta trwa około trzech kwadransów i ma siedem utworów. Siedem części hipnotyzującego chaosu.

Nie przypuszczałem, że CeDek zawiera takie dźwięki. Oczywiście, wyostrzona do granic możliwości intuicja oraz niezaprzeczalne zdolności dedukcyjne podpowiadały mi, że mam do czynienia z black metalem. Cóż, no właśnie nie do końca. Najszybciej określiłbym Malicię jako ostry i agresywny post-black metal. Jadowity i nieziemsko klimatyczny. Płyta trzyma swoją atmosferę od pierwszych sekund aż do ostatniego dźwięku. A atmosfera ta jest gęsta, oj, gęsta. Nie w sensie “ciężka”, choć to przecież black metal, nie może być za łatwo. Niemniej użyłem tego słowa w kontekście jej kleistości. Trudnego do opisania czynnika łączącego magnetyczną grozę z chłodnym i melodyjnym pięknem. Jeżeli szukasz mrocznej muzy, trafiłeś na właściwe nagranie. Chyba każdy element jest dopasowany idealnie, zarówno do muzyki, jak i do klimatu. Nie ma tu nagłych dźwięków pochodzących z innych obszarów muzycznych. Cały czas słyszymy dźwięki stricte post-blackowe, chociaż podane w sposób bardzo agresywny. Znajdziecie tu fragmenty spokojne i wyciszone, jak chociażby charakterystyczny, ociekający subtelnym okultyzmem I. Ale ogromna większość płyty to blasty, rwanie do przodu, melodyka w stylu Mgły oraz wokale. O Wielki Latający Potworze Spaghetti, jakie te wokale są dobre! A jakie zróżnicowane! Tu jęki w stylu depresyjnego black metalu, tam tony kojarzące się z Shagrathem, tam jeszcze inaczej, jadowicie, w stylu Mayhemu. Do tego są napakowane emocjami. Brzmią świetnie i równie świetnie komponują się z sferą instrumentalną. Rozbudowaną także o elementy pozagitarowe. Mamy na przykład bardzo klimatyczne interludium w formie nawiedzonego, wywołującego gęsią skórkę XX VIII XXI, albo też zakończenie XIII, będące chyba samplem. A może i nie… nieważne, grunt, że brzmi przekozacko. Powtórzę się pewnie, ale cała płyta jest przekozacka. O produkcji nie wspominam bo nie muszę, jest na bardzo wysokim poziomie.

Cholera, sam chciałbym wydać taki debiut jak Tod Huetet Uebel. Z mojej strony to wszystko. Mogę jeszcze napisać, jak bardzo zazdroszczę Portugalczykom umiejętności i talentu. Oraz wystawić bardzo wysoką notę z dopiskiem “kup, kiedy tylko będziesz miał okazję”.

Ocena: 9/10

Kapitan Bajeczny
Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , .