Vietah – „Czornaja ćviĺ” (2015)

Dla złapania oddechu od częstych ostatnio grindów i slamów, a także celem uniknięcia monotonii (Kapitan Genialny skapnął się, że przeca materiały z różnych wytwórni można robić w dowolnej kolejności!) dziś będzie inaczej. Także dlatego, że dzisiejsza płyta zalega już dłuższy czas, a od niedawna zalega także fizycznie. No więc będzie o Vietah.

Vietah to projekt zza naszej środkowo-wschodniej granicy. Jednoosobowy, zdaję się, i dziesięcioletni. Czornaja ćviĺ natomiast jest czwartą pełnoprawną płytą. Wydana została przez Possession Productions w kolaboracji z Stygian Crypt Productions w okolicach ubiegłego maja. CeDek zawiera cztery utwory składające się na około trzy kwadranse muzyki. Wiedząc to, łatwo się domyślić, w jakim klimacie utrzymany jest CeDek.

No więc Antarctis, bo tak nazywa się mosterdziej tworzący Vietah, zdecydował się na atmosferyczne czarne granie. Wychodzi mu to dobrze. Standardowo i dość przewidywalnie, ale jednak dobrze. Bądź co bądź jest to podgatunek już chyba skończony, więc jeżeli spodziewasz się czegoś innowacyjnego to lepiej szukaj dalej. Jeżeli czymś Vietah się wyróżnia to tekstami po białorusku, których może i nie rozumiem, ale ładnie dopasowują się do muzy. Choć jednocześnie wokal jest podany zbyt pierwszoplanowo i najchętniej wyciszyłbym go na miksie. Tym bardziej, że ma dość agresywne, jak na taką specyfikę, brzmienie. W ogóle, cała ta płyta ma smaczki podchodzące pod już-nie-atmospheric, a może nawet raw black metal. Riffy są zimne i jadowite, perkusja też. Może to nie są jakieś wyżyny kompozycyjne, jednak chłodna melodyka smakuje całkiem nieźle. Tym bardziej, że czasami zdarzają się motywy przełamujące schemat, dajmy na to hardrockowe zakończenie Adljustravanni ū czornaj vadzie. To, co jest w pewien sposób niespotykane to to, że na Czornaja ćviĺ słychać, uwaga, uwaga, bas. Też jakoś niespecjalnie wyraźnie, ale zawsze.

No i dalej nie wiem, co napisać. Album jest tak bardzo do bólu standardowy i przewidywalny, że bardziej się nie da. Większych niespodzianek można się spodziewać w kolejnych przemówieniach naszej Szanownej Pani Premier. Poza wspomnianym Adljustravanni… utwory nie zawierają jakichś wielkich wodotrysków ani niespodzianek. Brzmią nieźle, fakt, ale tylko nieźle. Jeżeli siedzisz w graniu atm blackowym to warto 3x bardziej niż normalnie. Mi się całkiem podobało, ale powiem szczerze: gdyby nie recenzja, sam bym się za to nie zabrał.

Ocena: 6,5/10

Kapitan Bajeczny
Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .