Cattle Decapitation jest dla mnie muzycznym synonimem słowa „rozwój”. Zaczynali dość biednie, wtórnie, nudno, grindowo. I z każdym kolejnym krążkiem ewoluują. Interesuję się Kalifornijczykami od czasu naprawdę niezłej Karma.Bloody.Karma. Potem przyszedł bardzo dobry The Harvest Floor ustawiając poprzeczkę naprawdę wysoko. Świetny Monolith of Inhumanity zniszczył świat, nie bez powodu jakieś 85% serwisów, portali i ogólnie mediów okołometalowych jednomyślnie uznało go za płytę roku. I kiedy człowiek myśli, że Cattle Decapo osiągnęli już swój szczyt… nadchodzi The Anthropocene Extinction.
Ten krążek to majstersztyk. Przegenialny miks grindu, progresji, brutalności techniki i death metalu. Działająca na emocje i opinie kwintesencja inteligentnego kompozytorstwa. Niekwestionowany lider wyścigu o najlepsze nagranie metalowe roku 2015. Najlepszy przykład, że metal się nie skończył i ciągle można trafić na prawdziwą perłę, nasiąkniętą innowacyjnością i myślą twórczą. Płyta, na której nie ma najlepszych momentów, gdyż to znaczyłoby, że są też fragmenty minimalnie chociaż gorsze, a to herezja. Jednym słowem, cudo. Pisanie o czymś tak spełnionym to trochę jak tańczenie o architekturze, i do tego okrutna zbrodnia. Głęboko wierzę że są rzeczy, których po prostu nie powinno się opisywać, by nie psuć odbiorcy radości z doświadczania i odkrywania arcydzieła. Nie wolno zdradzać zakończeń, nie wolno wyjawiać niuansów, nie wolno mówić, że w tej i w tej minucie jest taki i taki fragment. Dlatego postaram się być jak najbardziej minimalistyczny. By nie psuć Wam, ani sekundy The Anthropocene Extinction.
Cóż, ale jak to zrobić? Zacznijmy może od tego, że nowa płyta jest niejako rozwinięciem Monolithu sprzed trzech lat. O ile rzeczony Monolith odchodził mocniej w stronę progresywnego death metalu, o tyle TAE jest dużo bardziej grindowe. Chociaż nie tylko. Na tej płycie dosłownie kipi od wpływów. Znajdziemy fragmenty black metalowe, melodeathowe, ociekające groovem, znajdzie się nawet kilku slamowych a i tak to tylko te, które zauważyłem. Jest zrealizowana adekwatnie do jakości kompozycji i umiejętności muzyków, czytaj, idealnie. Nagrano ją w Flatline Audio, czyli tam, gdzie MoI. Efekt jest porażający, wszystkie ścieżki siedzą idealnie i pozwalają doświadczać nagrania. I umiejętności. Cattle to nie tylko geniusze kompozycji, ale też wirtuozi swoich instrumentów. Artystyczna supreme race. Żadnych zbędnych dźwięków, bez dziecinnego popisywania się znanego z 75% obecnego techdeathu, a jednak techniczne w opór. A najbardziej z nich podziwiam wokalistę, Travisa Ryana. Gość jest po prostu mistrzem w swoim fachu, nic więcej do dodania.
Jak wspomniałem, nie zamierzam opisywać poszczególnych utworów. Sami musicie stwierdzić, który jest najlepszy i dlaczego tego najlepszego nie ma. The Anthropocene Extinction to równiutki constans jakości. Więc zamiast pisać co i gdzie, napiszę o czymś innym. Ludzie zapoznani z twórczością Cattle Decapitation na pewno czają też ich tematykę. Członkowie zespołu to krańcowo wkurwieni na ludzkość zieloni. Widać to po okładkach, widać po tytułach, słychać też po utworach. Sprzeciwiają się niszczeniu Ziemi, środowiska, mordowaniu zwierząt i robią to w kipiący od gniewu sposób. I ten właśnie gniew, jakimś nieodgadnionym przeze mnie sposobem, potrafią przelać w słuchacza. Słuchając TAE czuje się właśnie narastające wkurwienie na cały syf dookoła, na ludzką głupotę, arogancję i skrajną ślepotę. Lwia w tym część diablo chwytliwych opisów Travisa. Ta płyta powoduje wściekłość, ale też smutek. Uświadamia, że nasz Titanic tonie. Desperacko krzyczy „załatać dziurę zanim wszyscy zginiemy!”. Jest brutalnie prawdziwym przedstawieniem sytuacji, w której się znajdujemy. Kopie w dupsko w nadziei, że ktoś się spostrzeże i dołączy do ich zielonej krucjaty. Dzieciom to puszczać, może przyszłe pokolenia załapią jak słabo oddycha się smogiem.
To bez dwóch zdań najlepsze co w tym roku natworzono. Recenzowanie takich rzeczy to zaszczyt i czysta przyjemność. Fakt, proces ten trwa długo. W tym przypadku, ponad tuzin dni i przesłuchań. Za każdym razem wniosek był ten sam. Murowana i niepodważalna dycha. Kategorycznie przesłuchajcie. Możemy sobie tylko wyobrażać, jaki kosmos zapewni nam następne Cattle Decapitation. Głęboko wierzę, że ci goście nie znają limitów, granic. Zbliżają się krok po kroku w stronę swojego nieistniejącego szczytu. Chwała im i dożywotnie darmowe pizze. Oczywiście wegetariańskie.
Ocena: 10/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 2015, cattle decapitation, death metal, flatline audio, grindcore, kapitan bajeczny, Metal Blade Records, progressive, recenzja, technical, The Anthropocene Extinction.







