Nie jestem wielkim fanem Epitome. Moje zainteresowanie jest odwrotnie proporcjonalne do ich stażu i popularności. Zastanawiacie się więc, czemu znowu opisuję ich materiał. Też chciałbym wiedzieć, niemniej jakiś losowy i niespodziewany kaprys, a może zwarcie dwóch synaps, spowodowało, że zabrałem się za kompilację dwóch pierwszych demówek tego rzeszowskiego zespołu. I powiem, że nie spodziewałem się czegoś takiego.
Autoe’ROT’icism / Engulf The Decrepitude zostało wydane przez Deformeathing Production pod koniec ubiegłego roku. Znajdziecie tam jedenaście kawałków i coś jak czterdzieści minut muzy. Prawdopodobnie już zdaliście sobie sprawę, które demówki weszły w skład tej kompilacji. Utwory zostały odświeżone przez nieznane mi wcześniej SatanicAudio i Haldora. Kimkolwiek ten mosterdziej jest, odwalił solidną robotę.
Sceptyczne odczucia zaczęły się już w chwili odpakowania promki. Nie mogę powiedzieć, by wydanie płyty mi się podobało, jednak okładka i reszta są w pewien sposób klimatyczne. Surowy, krwisty kawał mięcha pasuje do muzyki wręcz idealnie. Niby notka wydawnicza wspominała, i tu zacytuję, „zimny, mechaniczny, mega brutalny grind nie bojący się eksperymentów i nieszablonowych rozwiązań”, niemniej uważałem ten opis za zwykły chwyt marketingowy. A tu niespodzianka, opis ten świetnie pasuje. Już od pierwszych dźwięków słyszymy dźwięki wręcz okrutne i sadystyczne. To jest po prostu dzika, prymitywna przemoc w dźwiękach. Dzikie są wokale, składające się w ogromnej większości z nieludzkich krzyków, dzikie jest brzmienie perkusji, niczym dłuto rzeźbiące freski na czaszkach. Dzikie są gitary, jak piły do cięcia kości. Kompozycje są proste, a jednak miejscami eksperymentalne, techniczne, niecodzienne. Weź punkowe dziedzictwo, utop je w flakach i dodaj wiadro szaleństwa – będziesz miał obraz Autoe’ROT’icism. Brzmi strasznie? Epitome także, w niektórych kawałkach (Skinpeeled chociażby) autentycznie czuć grozę. I nie chodzi tu tylko o same sample pił, wiertarek, całego wyposażenia domorosłego gabinetu chirurgicznego. Cała ta muzyka ma w sobie pierwiastek strachu. Tym bardziej jestem zdziwiony, że zdarzają się naprawdę chwytliwe motywy, jak w wspomnianym Skinpeeled, czy The Surgeon’s Complex. Zdarza się brzmienie tak brudne i ociekające gruzem, że nawet Carcass z uznaniem musiałoby pokiwać głowami, Adrenalin Vitamin idealnym przykładem. Szczególnie w wersji drugiej, nazwanej Grind’n’Bass. Lubisz mindfucki? To posłuchaj jazzowej trąbki pod koniec tego utworu. Obłęd, obłęd, jeszcze raz obłęd. Dodatkowo wzmacniany świetnym odświeżeniem (choć to złe, wręcz przeciwne określenie) dźwięku. Brzmi okropnie? Fakt. I diablo mi się to podoba. Ta płyta jest ekstremalna aż do bólu. To nie są dźwięki dla normalnych, to czysta Patological Sound Formula!
W porównaniu z Autoe’ROT’icism, Engulf The Decrepitude wypada dość średnio. Nie ma tu już tego szaleństwa, nie ma przesadnej obskurności, jest za to brutal death metal w stylu początku dziewięćdziesiątych. Taka polska Pyrexia. Zdarzają się ciekawsze momenty, jak na przykład thrashowy w moim odczuciu Divinely Offering, jednak to po prostu staroszkolny brutal death. Niemniej ETD jest tylko dodatkiem. Także pod względem dźwiękowym, gdzie pozostawiono dawny klimat. Mógłbym się nawet nabrać, że to oryginalne nagrania. A może one są oryginalne? No nie poznam.
Zazwyczaj reedycje demówek są dla wielkich fanbojów, fanów oldschoolu albo ścisłych konserw. Tą kompilacje jednak polecam każdemu głodnemu wrażeń cięższych niż obecna belgijska minister zdrowia. Normalni ludzie tego po prostu nie wytrzymają, ale ten materiał nie był tworzony dla normalnych ludzi. Mi się diablo podoba.
Ocena: 8,5/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 1994, 1998, 2015, Autoe'ROT'icism, brutal, compilation, death metal, Deformeathing Production, demo, Engulf the Decrepitude, Epitome, grindcore, Haldor, kapitan bajeczny, kompilacja, recenzja, SatanicAudio.






