Insomnium – Anno 1696 (2023)

Ostatnio rozmawiałem z kolegą i zgodnie stwierdziliśmy, że fińskie zespoły metalowe pomimo częstej rozbieżności gatunkowej mają w sobie pewną magię wynoszoną właśnie ze swej ojczystej ziemi. Bez wątpienia jest coś w tej „krainie tysiąca jezior”, co przenika do wszelkich dziedzin życia, w tym również do muzyki. Chodzi mi o pewien charakterystyczny sznyt i umiejętność przekazu emocji. Powiem więcej – w każdym z zespołów słyszę jakieś pierwotne instynkty i motywy „plemienne” wywodzące się jeszcze z czasów autochtonów żyjących na terenie dzisiejszej Finlandii. Jednym z elementów tej barwnej, fińskiej układanki jest bez wątpienia grupa Insomnium, która w tym roku dostarczyła swój najnowszy album „Anno 1696.

Insomnium potrafi zadbać o swoich słuchaczy – w 2021 roku otrzymaliśmy od nich krótką EP-kę zatytułowaną „Argent Moon, dwa lata minęły jak z bicza strzelił i dostajemy pełny album. Osiem utworów, pięćdziesiąt minut muzyki. Za pierwszym razem pomyślałem sobie: „będzie obficie”. I faktycznie tak jest. Zespół wykrzesał z siebie wspaniałą energię i niczym pochodnia prowadzi odbiorcę przez kolejne części płyty. Nowy album z jednej strony zaskakuje, z drugiej – niekoniecznie. Jest trochę jak dobrze odżywiony kocur, który wspaniale się czuje w swoim środowisku, niczego już specjalnie nie musi wykonywać, ale dobrze jest czasem zrobić coś nowego. Dla mnie, jak i zapewne wielu czytelników tego tekstu przygoda z Insomnium to czas gimnazjalno-licealny, kiedy jak gąbka chłonęło się zespoły będące na absolutnej fali. Swój absolutny szczyt mieli prawie dziesięć lat temu podczas wydania „Shadows of a Dying Sun”, jednak magia w pewnym stopniu dalej w zespole pozostała. Otrzymujemy dobrze wyprodukowane hymny z gatunku melodic death metal, przy których uczucie nostalgii wraca jak wspomnienie nastoletniej miłości. Od akustycznego wstępu przechodzącego w mocne, metalowe uderzenie w „1696”, przez „White Christ i „Godforsaken odpowiednio ze wsparciem Sakisa Tolisa z Rotting Christ oraz fińskiej wokalistki Johanny Kurkeli (partnerki Tuomasa Holopainena z Nightwish).

Finowie, od kiedy pamiętam, dbają o budowanie mistyczno-bajkowego klimatu w swoich utworach, co nadaje ich kompozycjom charakteru trochę nie z tego świata. Do moich ulubionych kawałków z „Anno 1696 na pewno zaliczam „Lilian”, który pomimo bycia prawie najkrótszym numerem na płycie ma w sobie ogrom magii i nie odstaje w żaden sposób od pozostałych.

Kolejnym plusem jest rozsądnie rozłożony ciężar pomiędzy mocnymi, metalowymi uderzeniami a delikatnymi wstawkami w postaci gitar akustycznych czy klawiszy. Co do pięknie brzmiących akustyków miałem natychmiastowe skojarzenie z „Trójką” Led Zeppelin, gdzie mocne, rockowe kompozycje przeplatane były pięknymi momentami granymi na zwykłych „pudłach”. Takie połączenie nie zawsze się udaje i często gitara akustyczna jest w utworze rockowym czy metalowym zwyczajną zapchajdziurą, a tutaj wręcz przeciwnie – buduje znakomity klimat i za sprawą swojej subtelności sprawia, że zupełnie inaczej spojrzymy na utwory zespołu.

Najnowsza płyta grupy Insomnium to dzieło bardzo narracyjne, pochodzące prosto z korzenia tkwiącego głęboko w fińskiej ziemi. Jest również niezwykle intymna, co każdy powinien odkryć na swój sposób. Zatem serdecznie zachęcam do otwarcia się na przyjęcie tej pięknej energii prosto z Finlandii.

Ocena: 9/10

Michał Drab
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .