Rito Profanatorio „Grimorios e Invocaciones desde el Templo de la Perversion” (2015)

Polityczna współpraca z dalekim i egzotycznym dla nas Peru musi się układać nie najgorzej, skoro były premier, Donald Tusk, odbierał nie tak dawno Order Słońca, najwyższe tamtejsze odznaczenie państwowe. Pora zatem, by w parze z dyplomacją poszła też wymiana artystyczna. Koncert Rito Profanatorio nad Wisłą? Jestem za!

Pod brzmiącym jak wyrok hiszpańskiej inkwizycji tytułem Grimorios e Invocaciones desde el Templo de la Perversion, kryje się drugi długogrający materiał ekipy z Limy, który zawiera w sobie czarną esencję retro death metalowego grania. Na pierwszy rzut ucha może nam się ta płyta zlewać z szeregiem innych, podobnych muzycznych propozycji, stawiających na staroświeckość, brud, chamskość, prostotę. Też pomyślałem, że fajne, ale niby nic specjalnego. Ale po dłuższym kontakcie coś chwyciło mnie za serce i to diabelskim szponem.

Muzyka Peruwiańczyków brzmi, jak coś żywcem wyjętego z drugiej połowy lat 80., kiedy granice między ekstremalnymi stylami nie były jaszcze wyraźnie zarysowane, a pewne etykietki stosowano umownie. Jest tu styl bardzo wczesnej Sepultury i Sarcofago, jest klimat pierwszych demówek wyciągniętych z florydzkich grzęzawisk, a także dźwiękowy brud takich kapel jak szwedzkie Morbid, albo początkujące Sodom. Pamiętacie polski, nieodżałowany Mercilles Death? Rito Profanatorio hołduje podobnym środkom wyrazu i zatraca się w nich bez reszty – więc jeśli ktoś ceni nostalgiczne wycieczki w rejony zgrzybiałego grobowca, w którym spoczywa stara, pierwotna szkoła mocnego grania, może być zachwycony.

To tylko pół godziny muzyki, ale wystarczy, by porwać nad do przedsionka piekieł. Złowieszcze, proste, ale na swój sposób klasyczne riffowanie w Requiem of Dark Souls albo w intensywnym, napędzanym piekielnym ogniem Altares de Sodoma II. Niby prostackie, niby toporne Templo de la herejía, a jednak grobowo urzekające. Bywa też szybciej, bliżej kanonom obskurnego, staroświeckockiego thrashu, jak w Epítome de la perversión. Cudownie głucho brzmią bębny i grobowe deathowe wokale w Reminicencias del chaos. Do tego dostajemy szybkie i mocne Eterno sacrilegio, charakterystyczny riff w Rameras del Diablo, z urozmaiceniem tempa, i wściekły, krótki cios na koniec w postaci Sodoma y Gomorra (Hadez). No i te gitarowe solówki, jakby pamiętające chwile, gdy metal ekstremalny dopiero wykluwał się z diabelskiego jaja.

Ktoś powie – ale to już było! Zgoda. Kto szuka nowych rozwiązań, pragnie, by metal ewoluował, chce oryginalności, ten może trzymać się od nowej płyty Rito Profanatorio z daleka. Komu przywoływanie demonów dawnego dziedzictwa przynosi wiele radości, ten powinien sprawdzić koniecznie album Grimorios e Invocaciones desde el Templo de la Perversion. Warto.

Ocena: 7,5/10

Oficjalny profil kapeli na Facebooku: https://www.facebook.com/ritoprofanatorio

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .