Vane – „The Nightmare” (2020)

Kiedy na chwilę przed premierą recenzowałem dla jednego z zaprzyjaźnionych magazynów debiutancki album Vane Black Vengeance, trochę na niego psioczyłem. Wszystko się w nim zgadzało, ale jednocześnie obiecywałem sobie więcej, więc wrzuciłem go do drugiej ligi współczesnego melo-deathu (druga liga to wciąż bardzo dobrze, w pierwszej mam miejsce zaledwie dla jakichś pięciu, może sześciu zespołów). Znacie to uczucie – niby dobrze, wszystko powinno się zgadzać, ale mimo wszystko jest niedosyt. Od 2018 roku sporo się zmieniło – zespół zdobył sobie całkiem niezłą publikę w kraju, sam miałem okazję zobaczyć ich na żywo i z czystym sumieniem przyznaję, że jest, kurczę, dobrze. A teraz mam w słuchawkach nową EP-kę kapeli, zatytułowaną The Nightmare i tym razem jestem naprawdę usatysfakcjonowany.

Moje obiekcje do Black Vengeance były niesprecyzowane, bo i trudno dookreślić czego konkretnie oczekiwałem i na jakiej wysokości zawieszałem grupie poprzeczkę. Miałem jednak wrażenie, że zespół chciał bardzo skorzystać ze wszystkich możliwych najlepszych wzorców, ale w końcu zgubił się w ilości wpływów i zabrakło mu własnego charakteru, czegoś, co wyróżniło by go od reszty. The Nightmare nie wywołuje u mnie podobnych emocji. Czuję, że wszystko zostało tu podrasowane, że riffy Gajdzika i Zembrzyckiego nagle wskoczyły level wyżej, że wszystko jest lepiej napisane, bardziej do siebie pasuje i trzyma się kupy. Nawet Marcin Parandyk wrzucił chyba na luz i już nie tylko się stara, a po prostu robi dobrą robotę.

Epka The Nightmare to przede wszystkim popis umiejętności komponowania fajnych, metalowych numerów. Vane pokazują się tutaj jako bardzo dobry zespół po prostu mielący współczesny metal. I potrafią wciągać żonglując – tym razem bardziej ograniczoną – paletą inspiracji. Chwilami zbliżają się do takiej mniej napompowanej wersji Amon Amarth i zaskakująco dobrze w takim anturażu wypadają (świetne refreny Row, Ya Scallywags czy Become the Nightmare, oba ze znakomicie pracującą gitarą solową). Ale tutaj przegląd wpływów się nie kończy, bo Become the Nightmare to ciśnie właściwie klasyką metalcore spod znaku As I Lay Dying, a The Cannibal nie patyczkuje się z klasycznym, wciągającym melodyjnym riffem zbrutalizowanym podwójną stopą. Co ciekawe, prężący na początku muskuły Walk the Plank mięknie trochę w refrenie, co czyni go numerem z największymi szansami komercyjnymi (pewnie dlatego otrzymał fajny teledysk). Oczywiście Vane to też duża dawka nowoczesnego groove, dzięki czemu bez dwóch zdań materiał ten będzie odpowiednio działał na żywo.

Pomimo dość regularnych podejść do Black Vengeance nic mi z tej płyty nigdy nie zostało w głowie. The Nightmare zaś bardzo szybko to zmieniło. Vane w końcu zafunkcjonowali w mojej głowie nie tylko jako zespół, który bardzo dużo potrafi, ale także jako kapela, która korzysta z tych umiejętności świadomie i potrafi się wyróżnić z tłumu. W zasadzie któregokolwiek numeru z epki byście nie odpalili, otrzymacie porządny pocisk w postaci nowoczesnego metalu, świetnie napisany, zaaranżowany z bombastycznymi partiami bębnów na drugim planie i mielącymi gitarami. O to chodziło, Vane.

Ocena: 9/10

Vane na Facebooku: klik

Sprawdź też: Hostia, Pandrador, Mastemey, Koronal, Perpetual, Faust

 

nmtr
Latest posts by nmtr (see all)

Tagi: , , , , .